🚨 ALARM. Nie o słupki. O bezpieczeństwo Polski.
Odnoszę coraz mocniejsze wrażenie, że część ludzi, którzy przez lata bili się w piersi „Fortem Trump” i „tarczą nad Wisłą”, w Waszyngtonie robi dziś coś dokładnie odwrotnego. Adam Bielan i Marcin Przydacz. W USA. W sprawie stałej amerykańskiej bazy w Polsce.
Bo u władzy jest Tusk.
I to wystarczy, żeby interes partii postawić wyżej niż interes państwa. ⚠️
Stała baza USA to nie prezent dla rządu. To kotwica, której Rosja nie przeskoczy notatką i groźbą. Rotacja się kończy, batalion wraca, polityk zmienia zdanie. Baza zostaje.
A ja słyszę coraz wyraźniej: niech nie będzie. Niech nie będzie za ich kadencji. Niech Amerykanie poczekają. Niech decyzja utknie między Pentagonem a MON. Niech „zielone światło” zostanie slajdem na briefingu, a nie łopatą w ziemi. Bo sukces przy Tusku to dla nich porażka. Więc lepiej, żeby Polska została bez stałej obecności, niż żeby ktoś inny przeciął wstęgę.
Tak antypolskiego działania nie było od Targowicy. 🇵🇱
Tam też mówiono o ratowaniu Rzeczypospolitej. Tam też własny obóz był ważniejszy niż granica. Tam też cudza potęga miała rozstrzygnąć wewnętrzny spór. Skończyło się rozbiorem.
Dziś nie trzeba carskiej armii. Wystarczy, że w Waszyngtonie ktoś szepnie: z tym rządem nie warto, poczekajmy na naszych. I baza, o którą Polska zabiega od lat, rozpłynie się w przeglądzie sił, w specustawie, w „jeszcze nie teraz"
Jeśli Bielan i Przydacz naprawdę grają w USA przeciwko tej bazie tylko dlatego, że premierem jest Tusk, to nie jest opozycja. To Targowica w garniturze. I trzeba to nazwać, zanim znowu okaże się, że „nie zdążyliśmy”.
Polska nie jest waszą kartą przetargową.
- Jacek Fogiel