🇺🇸🇷🇴Czy USA przyłożyły rękę do upadku rumuńskiego rządu w maju tego roku?
Spekulacje na ten temat wzbudził opublikowany wczoraj na łamach „The Wall Street Journal” tekst poświęcony ambasadorce Waszyngtonu w Grecji - Kimberly Guilfoyle.
Dyplomatka uczestniczyła w kampanii mającej przekonać państwa Europy Południowo-Wschodniej do zawarcia kontraktów na zakup amerykańskiego LNG, który miałby docierać do nich z terminali w Grecji i dalej na północ tzw. Korytarzem Pionowym (Vertical Corridor). Artykuł skupia się głównie na budzących wątpliwości powiązaniach przedstawicielki USA z jedną z lokalnych firm energetycznych, ale nas interesuje coś innego.
Autorzy publikacji przytaczają w nim rozmowę, którą Guilfoyle odbyła w trakcie pewnej kolacji (w marcu br.) z greckim ministrem energii, Stavrosem Papastavrou. Jak wynika z tekstu, ambasadorka - próbując zapewne wywrzeć "negocjacyjną presję" na Ateny - miała dać mu do zrozumienia, że Waszyngton może doprowadzić do obalenia greckiego rządu. Jak? Sugerując, że to USA stoją za nabierającym obrotów i grożącym upadkiem gabinetu premiera Ilie Bolojana konfliktem między sprawującymi władzę w Bukareszcie koalicjantami. Nawiązując do sytuacji w Rumunii, miała ona powiedzieć ministrowi: „Możemy zrobić to każdemu krajowi, któremu chcemy. Możemy zrobić to także tutaj”.
Prawnik Guilfoyle twierdzi rzecz jasna, że rozmowa nie przebiegała w przedstawiony przez WSJ sposób. Papastavrou musiał jednak uznać słowa dyplomatki za groźbę, bo od razu odparł, że USA nie mogą sobie zmieniać wybranego demokratycznie greckiego rządu.
I teraz kilka słów kontekstu.
O co chodzi? Dlaczego Waszyngton miałby chcieć obalać rząd Ilie Bolojana, sprawujący wówczas władzę w Bukareszcie?🤔
Faktem jest, że - gdy odbywało się opisywane przez WSJ spotkanie - Rumunia od pewnego już czasu negocjowała nowy kontrakt na zakup amerykańskiego gazu skroplonego. Już 7 listopada 2025 r. grecka spółka Atlantic-SEE LNG Trade podpisała z rumuńskimi Nova Power & Gas oraz państwowym operatorem sieci Transgaz memorandum dotyczące zakupu tego surowca. Chodziło o całkiem spore wolumeny. Dokument przewidywał, że w ramach przyszłej długoterminowej umowy (mającej obowiązywać od 2030 r. przez 20 lat) dostawy sięgałyby ok. 1,4 mln ton LNG rocznie. Wolumen ten (blisko 2 mld m³ gazu) odpowiada 20–22% rumuńskiej konsumpcji.
Bolojan nie był jednak najwyraźniej przekonany, czy jego kraj naprawdę potrzebuje tak dużego, a co gorsza długoterminowego porozumienia. Nie tylko pokrywa on bowiem niemal całe zapotrzebowanie na gaz z własnych źródeł, ale też już za chwilę stanie się niekwestionowanym liderem jego produkcji w UE. W 2027 r. rozpocznie się bowiem eksploatacja czarnomorskiego złoża Neptun, która podwoi dotychczasowe ilości pozyskiwanego rocznie rumuńskiego surowca (wzrosną one z obecnych 8–9 mld m³ do ok. 16–17 mld m³).
Na premiera naciskał jednak koalicyjny partner (i największe ugrupowanie w obozie rządzącym), Partia Socjaldemokratyczna - PSD. Należący do niej minister energii Bogdan Ivan w styczniu br. zwracał się w tej sprawie do prezydenta Nicușora Dana i premiera Bolojana. Przypomniał im, że memorandum zobowiązywało stronę rumuńską do wypracowania warunków kontraktu w ciągu trzech miesięcy (termin upływał więc 7 lutego), a zarazem przekonywał do stworzenia politycznych ram dla zakupu amerykańskiego LNG. Jednocześnie ostrzegał też prezydenta i szefa rządu przed ryzykiem „blokady dyplomatycznej” w relacjach z „partnerem strategicznym”, tj. USA, jeśli odpowiednia decyzja nie zostanie szybko podjęta.
Nic to jednak nie dało. Wspomniany termin minął, a na stole nie było nawet szkicu kontraktu. Jednocześnie wewnątrzkoalicyjny kryzys - który oficjalnie dotyczył kształtu i tempa wdrażanych właśnie kompleksowych reform mających uzdrowić rumuńskie finanse i powstrzymać narastające lawinowo zadłużenie - eskalował. 25 lutego br. lider PSD Sorin Grindeanu zapowiedział organizację wewnątrzpartyjnego referendum w sprawie potencjalnego opuszczenia obozu rządzącego. Co ciekawe, dokładnie tego samego dnia w Waszyngtonie przedstawiciele Bukaresztu brali udział w poświęconym Korytarzowi Pionowemu spotkaniu zorganizowanym przez Departament Energii USA.
31 marca (więc już po rozmowie z greckim ministrem energetyki, od której historię tę zaczęliśmy) podczas służbowego pobytu w Bukareszcie Guilfoyle wzięła udział w prywatnej kolacji wraz z m. in. Grindeanu i Ivanem. Niecałe 3 tygodnie później, w trakcie wewnętrznego referendum PSD podjęło decyzję o wycofaniu poparcia dla premiera. 5 maja rząd upadł.
Nie trzeba przy tym chyba dodawać, że kontrakt na dostawy amerykańskiego LNG nie został w między czasie podpisany.
Komentarz?
Oczywiście nie sposób wykluczyć, że cała sprawa jest tylko zbiegiem okoliczności. Napięcia w koalicji istniały od jej powstania w czerwcu 2025 r. i nasiliły się w związku z forsowanymi przez Bolojana niepopularnymi reformami stanowiącymi część tzw. konsolidacji fiskalnej. Co więcej, PSD - o czym wielokrotnie pisałem - miało też swoje własne, czysto partyjne interesy, w które Bolojan, a szerzej współrządząca z socjaldemokratami centroprawica, uderzała, wdrażając program oszczędnościowy.
Guilfoyle (zakładając, że rozmowa wyglądała tak, jak opisuje to WSJ) mogła po prostu przechwalać się amerykańskimi wpływami i potencjałem do wywierania presji politycznej na partnerów. Pasowałoby to zresztą do szerszego portretu ambasadorki, który rysują dziennikarze nowojorskiego pisma. Wiedziała, że kryzys w Rumunii trwa, i - by zagrozić greckiemu ministrowi - postanowiła po prostu zasugerować, że to Waszyngton macza w nim palce.
Ale mogło być też inaczej...
Publikacja wywołała już falę reakcji w Rumunii. Grindeanu oczywiście zaprzecza insynuacjom na temat udziału PSD w całym zamieszaniu. George Simion (lider opozycyjnej, nacjonalistycznej i sympatyzującej z ruchem MAGA partii AUR) również dystansuje się od tezy o amerykańskiej ingerencji. Jego zdaniem wypowiedź Guilfoyle zacytowana przez dziennikarzy została zmyślona albo wyrwana z kontekstu. Zastrzegł jednak, że jako rumuński polityk nie zaakceptowałby zagranicznej ingerencji, w tym ze strony USA.