W ostatnich dniach rentowność 10-letnich obligacji w USA doszły do około 5,30%, najwyżej od 2002-2007
Japońskie przebiły 3% po raz pierwszy od 1996
Niemieckie są najwyżej od około 15 lat
brytyjskie od kryzysu 2008
Francuskie zbliżyły się do 5%
Panie Ireczku, nie ma na nie popytu
Ceny obligacji idą w dół, przez co właśnie rosną ich rentowności.
I to jest ciekawe nie? Niby rentowności wyglądają już nieźle, wydają się smacznym kąskiem, ale nadal cena jest zbijana, tzn. że popyt nie pochłania podaży po danej cenie.
Innymi słowy jest to w ch** ważne dla całego rynku, tzn. na ten moment obligacje nie zasysają płynności z rynku bo nadal większość osób czeka na lepszy moment wejścia, te środki albo są w kokpicie i czekają na władowanie albo już krążą po rynkach, i teraz pytanie kiedy rynek obligacji stanie się atrakcyjny i zassie kapitał z innych rynków kapitałowych i jaki to będzie miało wpływ. Czy duży czy może nie będzie żadnego.
Obecnie kupujący myślą w ten sposób po co mam wchodzić w obligi 10 letnie, jeśli za miesiąc kupie je taniej i dostanę 5,5% zamiast 5.28%, nie ma sensu tracić na cenie.
Na to nakłada się kilka rzeczy naraz. Na amerykańskich 10-latkach jest mocna spekulacja pod jeszcze jedną podwyżkę stóp do grudnia. Część kapitału zagranicznego już się wycofała, przez mocnego dolara i ryzyko walutowe; Japonia też ściągnęła część aktywów z USA. Do tego ogromny deficyt Stanów, około 1,9 bln dolarów w tym roku, i walka o pieniądz z korporacjami, które szukają finansowania pod duże inwestycje w AI. Podaż jest duża. Popyt selektywny.
Wszyscy pytają, czy to hossa, czy bessa. Moim zdaniem za wcześnie. Na 2027 i 2028 podwyżki nie są w cenach w tym samym stopniu co ruch do grudnia. Jeśli spekulacja na obligacjach po tym grudniowym punkcie a raczej po spotkaniu Fedu zacznie się wyczerpywać bo np. inflacja spadnie, wojna się skończy bądź po prostu FED powie że nie przewiduje podwyżek na 27 i 28 rok, część kapitału prawdopodobnie wróci na ten rynek i zbije rentowność. Z jakiego poziomu nie wiadomo. Może z 5,5%. Może 5,3% już wystarczy. To działa jak wahadło.
Gdy rentowność stanie się wystarczająco atrakcyjna, kapitał wraca do obligacji. Ceny rosną, rentowności spadają, obligacje robią się relatywnie mniej ciekawe i część pieniędzy znów idzie w inne aktywa. Wahadło przechyla się w drugą stronę. Dziś jest przechylone tak, że rynek liczy na jeszcze wyższe rentowności i uznaje, że kupować jeszcze się nie opłaca. Ten kapitał albo czeka, albo wędruje po rynkach.
Ciekawsze od hasła „hossa albo bessa” jest więc pytanie, gdzie leży punkt równowagi między rentownością obligacji a wyceną reszty aktywów. Bo jeśli dziś pieniądze czekają, aż obligacje dadzą im jeszcze lepszą cenę, to naprawdę interesujące będzie dopiero to, co zrobią w momencie, w którym uznają, że już wystarczy. I tak jak mówiłem, działa to jak wahadło, najpierw zassają sporą część kapitału, a następnie znów część oddzadzą jak rentowność spadnie.
Pisałem to prawie 3 godziny. Przepraszam za ewentualne błędy, mam nadzieję że nieco sytuację wyjaśniłem, i poruszyłem temat który niewiele osób rozumie, a raczej nie rozumie potencjalnego wpływu.
Sam go nie potrafię określić, ale obserwuje temat i patrzę na ten przepływ, może to da jakąś korektę w styczniu, lutym? Nie wiem, bo na rynek ma wpływ tak dużo czynników że 5 miesięcy przed ciężko wyrokować czy świat będzie nawet nadal istniał ;)
Tak czy inaczej. Dzięki za pomoc z zasięgiem, jeśli zostawicie komentarz.