Ciekawostka z Francji 🇫🇷
Gdybym był Francuzem, naprawdę zastanowiłbym się, kto we Francji stanowi dziś większy problem: lewica, prawica, czy po prostu degradacja elit politycznych.
Na nagraniu widać Bally’ego Bagayoko, burmistrza Saint-Denis w departamencie Seine-Saint-Denis.
W marcu 2026 wygrał wybory jako kandydat Niepokornej Francji (La France insoumise, LFI), partii Jean-Luca Mélenchona.
Niepokorną Francję oskarża się o podsycanie ulicznych protestów.
Na poniższym nagraniu widzimy, jak burmistrz stanął w obronie protestujących.
Problem w tym, że ci sami protestujący jeszcze chwilę wcześniej atakowali policjantów, a duża część tam obecnych była zamaskowana.
To jednak nie pierwsza taka akcja w jego wykonaniu.
28 września pojawił się pod zablokowanym liceum, by poprzeć uczniowski protest.
Krótki, wiralowy klip pokazuje go przy płonącym koszu na śmieci, gdzie wspólnie tańczy ze skandującymi jego imię nastolatkami.
Prefekt policji Paryża złożył na niego zawiadomienie do prokuratury o podejrzenie agitowania do przestępstwa.
Burmistrz powiedział następujące słowa: przemoc w reakcji na działania policji bywa „uprawniona”.
Co więc to wszystko oznacza?
Przypadek czy celowe zagrywki lewicy?
Mélenchon, lider Niepokornej Francji, liczy w zasadzie na dwie rzeczy: na wyborczy bonus przy kwietniowych wyborach prezydenckich i na to, że ulica wymusi polityczny kryzys we Francji, który utrzyma się aż do wyborów.
Mówiąc inaczej, LFI posłużyło się protestami licealistów w celu osiągnięcia celów politycznych i pogrążenia państwa w chaosie przed wyborami, w których Mélenchon liczy na wygraną.
I to nie jest żaden wymysł.
Jean-Luc Mélenchon 28 września wezwał działaczy i wybranych partyjniaków, żeby „wstawiali się” między uczniów a policję.
Posłowie, m. in. Louis Boyard, pisali, że ruch „musi się rozszerzyć”.
7 października Mélenchon uznał na blogu, że studencki kryzys, który przeradza się w „globalny kryzys polityczny”, może być tylko korzystny dla programu zerwania, który oferuje LFI.
To „zerwanie” nie tylko kosmetyką.
Mélenchon nie chce poprawić V Republiki, tylko ją wymienić.
W praktyce chodzi o trzy rzeczy.
Po pierwsze, ustrój. Dziś prezydent ma bardzo silną władzę, dlatego LFI nazywa ten system „prezydencką monarchią”.
Program zakłada nową konstytucję, VI Republikę: słabszego prezydenta, mocniejszy parlament, możliwość odwołania wybranych w trakcie kadencji i referenda uruchamiane przez obywateli, nie tylko przez rząd.
Po drugie, gospodarka.
Wyższe płace i emerytury, bardziej stromy podatek dla najlepiej zarabiających, odejście od cięć budżetowych i planowanie ekologiczne narzucane przez państwo, a nie zostawiane rynkowi.
Trzeci punkt to polityka zagraniczna: najpierw wyjście ze zintegrowanego dowództwa NATO, potem etapami z samego sojuszu, oraz inne ułożenie relacji Francji z Unią Europejską.
Mélenchon mówi wprost, że takiego pakietu nie da się przegłosować przy zwykłej większości.
Dlatego kryzys uliczny jest dla niego nie przeszkodą, tylko warunkiem: im słabszy rząd, tym większa szansa, żeby narzucić zmianę ustroju, a nie kolejną poprawkę.
Jak zatem widzimy, we Francji doświadczamy czegoś, co przez wielu zostało uznane za zaszłość.
W dobie polaryzacji społecznej i ciężkiego kryzysu centrowo-demokratycznych sił w Europie oraz coraz mocniejszej prawicy dochodzi ponownie do czegoś, czego nie widzieliśmy już od dekad w Europie: konfrontacji ideologicznej między neolewicą i neoprawicą.
Jest to naprawdę ciekawe, bo do wyborów w kwietniu 2027 zostało niewiele, a te wybory z pewnością rozegrają się między francuską lewicą a prawicą.
Ze względu na charakter i naleciałości historyczne tego państwa ta polityczna konfrontacja może okazać się bardzo emocjonująca.
Powiem inaczej: jeżeli sytuacja we Francji się nie poprawi, a prawica nie odpowie na polityczne akcje i próby destabilizacji, może zostać uznana za nieskuteczną i słabą, co może jej zaszkodzić przy nadchodzących wyborach.
Mimo faktu że aktualnie jest daleko w przodzie.
A co z obecnym rządem?
Trudno powiedzieć.
Jak na razie kompletnie sobie z sytuacją nie radzi.
Zatem scenariusz Mélenchona może okazać się skuteczny.
Jak zatem widzimy, czekają nas bardzo emocjonujące miesiące i wybory we Francji, które będą miały ogromny wpływ na losy Europy.
Warto się nad tym zastanowić.
Z drugiej strony mamy Niemcy, gdzie widzimy wzrost siły AfD, czyli prawicy.
Choć tu wybory mamy dopiero w 2029, a obecny rząd nie należy do najsilniejszych, zatem przedwczesne wybory mogą nie stanowić takiej abstrakcji.
Zapowiada się ciekawie, zobaczymy zatem jakie siły wygrają w Francji i czy prawica na obecnej sytuacji skorzysta czy straci na poparciu.
Jedno jest pewne fal zmian nadchodzi i widać to nie tylko w Francji.