Rosja szykuje rekordowy budżet wojenny na 2027 rok: nawet 202 mld dolarów na siły zbrojne. I to w momencie, gdy ropa i gaz przestają ciągnąć kasę państwa.
W 2022 roku wpływy z ropy i gazu wyniosły 11,6 bln rubli, czyli 137 mld dolarów i około 42% dochodów budżetu federalnego. Rok później spadły prawie o jedną czwartą, a ich udział zszedł do około 30%. Tradycyjny silnik rosyjskich finansów słabnie, a wydatki na wojnę idą w górę. Moskwa nie rezygnuje z frontu. Szuka pieniędzy gdzie indziej.
Skąd więc kasa? Z podatków i z eksportu energii, legalnego i tego, który omija sankcje, w tym ze sprzedaży wciąż powiązanej z Europą, choć coraz mniejszej. Po wyborach do Dumy, w których Jedna Rosja wzięła około 60% głosów, Kreml zapowiedział podwyżki praktycznie od wszystkiego. Taryfy za media mają wzrosnąć do 11%, a nie do planowanych 8,7%. W górę idą podatki od dywidend i lokat, akcyza na tytoń i alkohol oraz danina od zakupów na zagranicznych platformach. Firmy surowcowe dostaną dodatkowy podatek. Dywidendy dla inwestorów z „państw wrogich”, w tym z UE, USA, Wielkiej Brytanii, Kanady i Japonii, będą opodatkowane 35% zamiast 15%.
Cały budżet na 2027 rok też jest rekordowy. Dochody: 43,3 bln rubli (513 mld dolarów). Wydatki: 48,8 bln rubli (578 mld dolarów). Deficyt: 5,5 bln rubli, czyli 65 mld dolarów. W relacji do PKB to 2,2%, wobec 0,5% zakładanych na 2025 rok. W praktyce dziura może być większa. Rosyjski budżet nigdy nie był tak wysoki, a planowany deficyt nigdy tak duży.
Sam oficjalny rachunek wojenny ma przekroczyć 17,1 bln rubli, ponad 202 mld dolarów. Do tego dochodzi „bezpieczeństwo narodowe”: kolejne 4,3 bln rubli. Razem ponad 21 bln rubli, około 250 mld dolarów i 43% całego budżetu federalnego. Moskwa nigdy wcześniej nie wydawała oficjalnie tyle na wojnę. Wydatki Ukrainy, nawet z pomocą Europy, Kanady, Norwegii i USA, nie są w tej samej skali.
Priorytet jest czytelny. Pieniądze idą na inwazję, nie na odbudowę ani na ulżenie gospodarce. To sygnał, że Moskwa nie szykuje się do ograniczenia celów do Donbasu. W planach jest nawet 600 tys. dodatkowych żołnierzy oraz rakiety i drony, które codziennie uderzają w ukraińskie miasta. Rachunek ma spaść na rosyjskie gospodarstwa domowe i firmy.
Wojna drożeje, a Kreml jest gotów za nią płacić kosztem własnych obywateli. Pytanie, które zostawia ten budżet, jest proste: jak długo da się finansować front, skoro ropa i gaz już nie wystarczają.