Paul Gascoigne został ostrzeżony przez Terry'ego Venablesa i Waltera Smitha przed Glennem Hoddle'm. Przyszłość pokazała, że obaj trenerzy mieli rację. Były gwiazdor Spurs, który zasiadł na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii nie powołał "Gazzy" na francuski mundial w 1998 roku. Pomocnik odegrał ważną rolę w awansie "Trzech Lwów" na tamten turniej i nie mógł się pogodzić z decyzją Hoddle'a. Był tak rozczarowany, że wpadł w szał i zdemolował jego pokój hotelowy, o czym wspomniał w swojej autobiografii "Szalona ósemka":
„Byłem niesamowicie zawiedziony, gdy w 1996 roku Terry Venables podał się do dymisji, a jego miejsce na stanowisku selekcjonera zajął Glenn Hoddle. Terry był świetnym kumplem i mentorem, w tej branży nikogo lepszego nie było, natomiast z Hoddle’em nie miałem zbyt wiele do czynienia. W 1987 roku odszedł z Tottenhamu jeszcze jako zawodnik, czyli rok przed tym, jak pojawiłem się tam ja. Znałem przebieg jego genialnej kariery w futbolu, ale jakoś nie do końca mu ufałem.
Terry i Walter Smith, menedżer Glasgow Rangers, powiedzieli mi dokładnie to samo: »Uważaj na Glenna Hoddle’a, będzie chciał się pokazać«. Nie do końca wiedziałem, co dokładnie mieli na myśli, ale obaj wyrazili tę samą opinię i wydało mi się to niepokojące.
(...)
Ogólnie miałem poczucie, że gram całkiem nieźle, a to przecież kwestia najważniejsza. Pod koniec miesiąca mieliśmy zaplanowany szereg meczów towarzyskich. 27 maja, czyli w moje urodziny, pokonaliśmy Maroko 1:0 w Casablance, a strzelcem zwycięskiego gola został Michael Owen. W skwierczącym afrykańskim upale rozegrałem pełne 90 minut i byłem zadowolony z mojej postawy. Owszem, prawdą jest, że moją uwagę zajmowały nieco doniesienia prasowe o nowym związku Sheryl – i ta sytuacja była dla mnie bardzo trudna. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy nie dopuściłem, by sprawy pozaboiskowe odbijały się na mojej formie na murawie – Hoddle i inni wygadywali wówczas bzdury na ten temat.
Zaraz po tym meczu polecieliśmy na zgrupowanie w La Mandze w Hiszpanii. Jak już wspomniałem, akurat wypadły moje urodziny, więc trochę wypiłem, no i spóźniłem się dziesięć minut na autokar wiozący nas na lotnisko. Nic strasznego się nie stało, spokojnie zdążyliśmy na lot, ale Hoddle był wprost wściekły i wszyscy o tym wiedzieli. Dwa dni później mierzyliśmy się z Belgią, ale po 50 minutach doświadczyłem silnego mrowienia w nodze i musiałem zostać zmieniony. Przegraliśmy ten mecz w rzutach karnych po bezbramkowym remisie.
Hoddle wyglądał na zdruzgotanego, gdy zbliżałem się do niego, kuśtykając.
– Paul, potrzebujemy cię sprawnego na Francję. Bez ciebie sobie nie poradzimy. Proszę, uważaj na siebie. Musisz bardziej o siebie zadbać.
Gość niemalże błagał mnie, żebym wrócił do zdrowia przed turniejem, założyłem więc, że znajdę się w składzie na mundial. Nie miałem najmniejszych powodów, by w to wątpić. Wróciliśmy do La Mangi, gdzie Hoddle miał wkrótce ogłosić 22-osobowy skład, wybrany z grupy 28 zawodników zabranych na to zgrupowanie.
Dwa dni po meczu z Belgią, w niedzielę 31 maja, powiedziano nam, że mamy wypocząć, pograć w golfa, poleżeć nad basenem. Mogliśmy robić to, na co mieliśmy ochotę, panowała jednak napięta atmosfera. Wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach i każdy się zastanawiał, kto wróci do domu. Zauważyłem wówczas kolejkę zawodników czekających przed drzwiami pokoju Hoddle’a.
– Co wy wyprawiacie? – spytałem. – Stoicie w ogonku jak przedszkolaki.
– Przekazano nam, że mamy iść do niego na rozmowę, po kolei – powiedział mi któryś z piłkarzy, choć nie pamiętam już, kto to konkretnie był. – Dowiemy się, czy się łapiemy do składu.
– Jak on śmie! – prychnąłem. – Traktuje nas jak dzieci. A nie mógłby nam po prostu powiedzieć? Nie ma mowy, żebym tutaj stał i grzecznie czekał.
Wtargnąłem do innego pokoju, zajmowanego przez Glenna Roedera, mojego dawnego kumpla z Newcastle United, który teraz był członkiem sztabu szkoleniowego drużyny narodowej. Siedział tam z asystentem selekcjonera Johnem Gormanem.
– No mów – zażądałem. – Jadę czy nie?
Z Glennem łączyły mnie bliskie relacje od wielu lat, więc wystarczył rzut oka na jego twarz; nie musiał nic mówić. Od razu zobaczyłem, jak bardzo jest mu przykro. W tym momencie zrozumiałem, że nie znalazłem się w wąskim składzie reprezentacji Anglii i że do Francji chłopaki pojadą beze mnie.
Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej czułem tak wielkie wściekłość i smutek. Chyba nie docierał jeszcze do mnie pełen obraz tego, co właśnie zaszło. Miałem 31 lat, co oznaczało, że moje szanse na występ w kolejnym mundialu są bliskie zeru.
Cholerny drań, pomyślałem.
Nie chodziło o to, że ze mnie zrezygnował – choć, oczywiście, to też bolało – ale o sposób, w jaki to zrobił. Wzbudził we mnie przekonanie, że zagram na tym mundialu, a potem ustawił nas w kolejce i kazał czekać na audiencję. Nie zamierzałem puścić mu tego płazem. Wparowałem do jego pokoju i zacząłem na niego wrzeszczeć.
– Uspokój się – mówił. – Porozmawiajmy.
– Nie! – krzyczałem.
Naprawdę nie chciałem teraz spokojnie siedzieć i słuchać, jak o wykłada mi powody swojej decyzji. Ogarnęła mnie taka wściekłość, że roztrzaskałem mu telewizor, zrzuciłem lampy na podłogę, ogólnie zdemolowałem tamto pomieszczenie. Nie uderzyłem go, ale nie ukrywam, że mocno mnie kusiło.
– Pozwól, że wyjaśnię – podjął.
– Jesteś gnojem! – wrzeszczałem. – Weź się, ku**a, zamknij!
W końcu wpadli tam David Seaman oraz Paul Ince i mnie przytrzymali. Gdyby nie oni, nie wiem, ile jeszcze narobiłbym szkód.
Dostałem Valium na uspokojenie i zostałem odesłany do mojego pokoju, tylko że odkąd wiedziałem, że na mundial nie jadę, chciałem już tylko wracać do domu. Na pokładzie samolotu, którym oprócz mnie wracali Phil Neville, Nicky Butt, Ian Walker, Dion Dublin i Andy Hinchcliffe, nie umiałem powstrzymać łez. W głowie nieustannie pobrzmiewały mi ostrzeżenia Waltera Smitha i Terry’ego Venablesa: »Uważaj na Glenna Hoddle’a, będzie chciał się pokazać«. Teraz wiedziałem już, że były prawdziwe”.
Książka "Paul Gascoigne. Szalona ósemka. Autobiografia" jest dostępna na ⏩
bit.ly/wsqn-gascoigne
📷 Vinod Divakaran/Doha Stadium Plus Qatar/CC-BY-2.0