Od 2010 r. najlepsze książki sportowe i wiele, wiele więcej.

Kraków, Polska
Al Horford nie stanowił zagrożenia z dystansu, kiedy pojawił się w NBA. W ciągu pierwszych siedmiu sezonów w najlepszej koszykarskiej lidze świata trafił zaledwie dziesięć trójek, ale rewolucja, która dokonała się na parkietach, postawiła wysokich graczy, takich jak on, przed wyborem: dostosować się do panujących trendów albo pożegnać się z grą w NBA. Horford wybrał pierwszą opcję i stał się koszykarzem groźnym zza łuku. Jego przemiana pokazuje, jak rzuty za trzy wpłynęły na całe pokolenie graczy podkoszowych, o czym napisał Kirk Goldsberry w książce "Atlas koszykówki. Jak zmieniała się NBA": „Al Horford po raz pierwszy wystąpił w Meczu Gwiazd w 2010 roku. Był już uznanym graczem, przynajmniej wśród dobrze zorientowanych fanów. Mierzący 206 centymetrów Dominikańczyk był podstawowym centrem ekipy University of Florida, która dwa razy z rzędu wygrywała akademickie mistrzostwa kraju. W trakcie draftu w 2007 roku, po tym, jak Blazers zgarnęli z jedynką Grega Odena, a Sonics wybrali z dwójką Kevina Duranta, Atlanta Hawks wykorzystali przysługujący im trzeci wybór, by ściągnąć do siebie Horforda. W tamtym czasie raporty skautów były naprawdę optymistyczne. Strona NBA Draft net tak podsumowała jego atuty: »Świetnie biega, szybszy niż większość skrzydłowych […]. Ciało gotowe do walki w NBA, spora siła […]. Bardzo dobry w defensywie podkoszowej, potrafi wykorzystać swoją siłę, by uniemożliwić rywalowi zajęcie dogodnej pozycji pod koszem […]. Solidny blokujący dzięki timingowi i znakomitej antycypacji. Atakuje kosz mocno i agresywnie«. Jednak rubrykę »słabości« autor tego tekstu rozpoczął od prostego stwierdzenia: »W ofensywie Horfordowi brakuje stabilnego rzutu z pół dystansu i dystansu«. Istniały solidne podstawy, by wątpić w jego rzut. Na Florydzie przez trzy lata gry nie trafił ani jednej trójki, podczas gdy z linii wolnych rzucał ze skutecznością zaledwie 62 procent. W Atlancie jednak solidnie wziął się do roboty. Od razu poprawił statystyki rzutów osobistych. W swoim pierwszym sezonie wśród zawodowców wykorzystał 75 procent rzutów za jeden punkt. Mimo wszystko do chwili, gdy w swoim trzecim sezonie został po raz pierwszy wybrany do udziału w Meczu Gwiazd, miał na koncie raptem jeden celny rzut za 3 punkty w całej swojej zawodowej karierze. Co więcej, w swoich pierwszych siedmiu sezonach w NBA trafił zaledwie dziesięć takich prób. To musiało się zmienić. Wielcy zawodnicy, których szczyt kariery przypadł na drugą dekadę XXI wieku, grali w czasach największej metamorfozy w historii zawodowej koszykówki. Ci, którzy wcześniej dominowali pod tablicami, stanęli przed dramatycznym wyborem: albo nauczycie się rzucać, albo nie będzie dla was miejsca w tej lidze. Drużyny takie jak Heat, Spurs czy Warriors oparły swoją taktykę na ruchu, spacingu i rzutach. Przed Horfordem było sporo pracy, jeśli miał przydawać się na parkiecie ligi także długo po trzydziestce. W sezonie 2014/15, gdy Warriors pędzili po swój pierwszy tytuł, Horford po raz trzeci zagrał w Meczu Gwiazd, zaczął też wykonywać więcej rzutów z dystansu. W tamtych rozgrywkach, jego ósmych w NBA, oddał ich 36, ponad trzykrotnie więcej niż w którychkolwiek wcześniejszych. Mimo wszystko trójki stanowiły mizerne 3,7 procent jego wszystkich prób. W kolejnym sezonie, 2015/16, Horford rzucał za trzy 256 razy, co równało się niemal ¼ wszystkich jego prób. Zdecydowanie rozkręcał się pod tym względem. W późniejszej fazie swojej kariery przeniósł swoje talenty do Nowej Anglii. W Bostonie znalazł się w drużynie z dwoma spośród najlepszych skrzydłowych ligi: Jaysonem Tatumem i Jaylenem Brownem. W koszykówce preferowanej przez Celtics umiejętności gry piłką Horforda były dodatkową, choć rzadko wykorzystywaną zaletą. Coraz częściej stanowił zagrożenie bez piłki. W sezonie 2022/23 Horford był w Bostonie tym, kim wcześniej Allen w Miami. W tamtych rozgrywkach uplasował się na ósmym miejscu w lidze z 62 trafionymi trójkami z narożników. Jego niesamowita metamorfoza jest symbolem tego, że we współczesnej NBA trzeba spełniać pewien kluczowy warunek: jeśli chcesz grać w tej lidze, lepiej naucz się rzucać za 3, zwłaszcza z narożników. Wielu z najbardziej zasłużonych obecnych weteranów ligi nie tylko było świadkami rewolucji trójek, która zbiegła się ze szczytem ich kariery, lecz aktywnie w niej uczestniczyło. Horford jest tego idealnym przykładem. W latach 2012–2022 trójki z w zasadzie nieistniejącego elementu jego gry przeistoczyły się w jej podstawę. Wysocy zawodnicy, tacy jak Horford, Brook Lopez czy Kevin Love, grali w Meczach Gwiazd, ale zdołali także przedłużyć swoje wspaniałe kariery, dostosowując się do panujących w lidze trendów. Te trzy gwiazdy wchodziły do NBA, w której od wysokich graczy oczekiwano przede wszystkim skutecznej gry w okolicach „trumny”. W momencie ich odejścia na sportową emeryturę będzie to liga, która od takich zawodników wymaga pomocy przy spacingu oraz rzucania za 3. Poprawiając swój rzut, wspomniana trójka dopasowała się do nowej sytuacji – i jeszcze dobrze jej za to zapłacono. Brook Lopez jest być może najbardziej ekstremalnym przypadkiem z wymienionych. W sezonie 2016/17 zwiększył w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami liczbę oddawanych przez siebie trójek o 5 na mecz. To największa taka różnica z roku na rok w historii NBA (przy grze minimum 20 minut na spotkanie w obu rozgrywkach). Jest również jedynym graczem w historii ligi, który w pięciu różnych sezonach zanotował ponad 100 celnych trójek, a w pięciu innych – zero”. Książka "Atlas koszykówki. Jak zmieniała się NBA" jest dostępna na ⏩ bit.ly/wsqn-atlaskoszykowki 📷 Erik Drost/Wikimedia Commons/CC-BY-2.0
1
2
336
Kirk Goldsberry, który przyczynił się do rewolucji statystycznej w NBA, w książce „Atlas koszykówki” proponuje wyjątkową podróż przez ostatnie 30 lat ligi. Wykorzystując pięknie zaprojektowane, czterokolorowe mapy rzutów oraz ilustracje, przedstawia zawodników, którzy przeprowadzili nas z czasów brutalnego basketu lat 90. do otwartych przestrzeni obecnej koszykówki. Od Jordana, przez Kobego, po Jokicia ⏩ bit.ly/wsqn-atlaskoszykowki
3
195
Paul Gascoigne został ostrzeżony przez Terry'ego Venablesa i Waltera Smitha przed Glennem Hoddle'm. Przyszłość pokazała, że obaj trenerzy mieli rację. Były gwiazdor Spurs, który zasiadł na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii nie powołał "Gazzy" na francuski mundial w 1998 roku. Pomocnik odegrał ważną rolę w awansie "Trzech Lwów" na tamten turniej i nie mógł się pogodzić z decyzją Hoddle'a. Był tak rozczarowany, że wpadł w szał i zdemolował jego pokój hotelowy, o czym wspomniał w swojej autobiografii "Szalona ósemka": „Byłem niesamowicie zawiedziony, gdy w 1996 roku Terry Venables podał się do dymisji, a jego miejsce na stanowisku selekcjonera zajął Glenn Hoddle. Terry był świetnym kumplem i mentorem, w tej branży nikogo lepszego nie było, natomiast z Hoddle’em nie miałem zbyt wiele do czynienia. W 1987 roku odszedł z Tottenhamu jeszcze jako zawodnik, czyli rok przed tym, jak pojawiłem się tam ja. Znałem przebieg jego genialnej kariery w futbolu, ale jakoś nie do końca mu ufałem. Terry i Walter Smith, menedżer Glasgow Rangers, powiedzieli mi dokładnie to samo: »Uważaj na Glenna Hoddle’a, będzie chciał się pokazać«. Nie do końca wiedziałem, co dokładnie mieli na myśli, ale obaj wyrazili tę samą opinię i wydało mi się to niepokojące. (...) Ogólnie miałem poczucie, że gram całkiem nieźle, a to przecież kwestia najważniejsza. Pod koniec miesiąca mieliśmy zaplanowany szereg meczów towarzyskich. 27 maja, czyli w moje urodziny, pokonaliśmy Maroko 1:0 w Casablance, a strzelcem zwycięskiego gola został Michael Owen. W skwierczącym afrykańskim upale rozegrałem pełne 90 minut i byłem zadowolony z mojej postawy. Owszem, prawdą jest, że moją uwagę zajmowały nieco doniesienia prasowe o nowym związku Sheryl – i ta sytuacja była dla mnie bardzo trudna. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy nie dopuściłem, by sprawy pozaboiskowe odbijały się na mojej formie na murawie – Hoddle i inni wygadywali wówczas bzdury na ten temat. Zaraz po tym meczu polecieliśmy na zgrupowanie w La Mandze w Hiszpanii. Jak już wspomniałem, akurat wypadły moje urodziny, więc trochę wypiłem, no i spóźniłem się dziesięć minut na autokar wiozący nas na lotnisko. Nic strasznego się nie stało, spokojnie zdążyliśmy na lot, ale Hoddle był wprost wściekły i wszyscy o tym wiedzieli. Dwa dni później mierzyliśmy się z Belgią, ale po 50 minutach doświadczyłem silnego mrowienia w nodze i musiałem zostać zmieniony. Przegraliśmy ten mecz w rzutach karnych po bezbramkowym remisie. Hoddle wyglądał na zdruzgotanego, gdy zbliżałem się do niego, kuśtykając. – Paul, potrzebujemy cię sprawnego na Francję. Bez ciebie sobie nie poradzimy. Proszę, uważaj na siebie. Musisz bardziej o siebie zadbać. Gość niemalże błagał mnie, żebym wrócił do zdrowia przed turniejem, założyłem więc, że znajdę się w składzie na mundial. Nie miałem najmniejszych powodów, by w to wątpić. Wróciliśmy do La Mangi, gdzie Hoddle miał wkrótce ogłosić 22-osobowy skład, wybrany z grupy 28 zawodników zabranych na to zgrupowanie. Dwa dni po meczu z Belgią, w niedzielę 31 maja, powiedziano nam, że mamy wypocząć, pograć w golfa, poleżeć nad basenem. Mogliśmy robić to, na co mieliśmy ochotę, panowała jednak napięta atmosfera. Wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach i każdy się zastanawiał, kto wróci do domu. Zauważyłem wówczas kolejkę zawodników czekających przed drzwiami pokoju Hoddle’a. – Co wy wyprawiacie? – spytałem. – Stoicie w ogonku jak przedszkolaki. – Przekazano nam, że mamy iść do niego na rozmowę, po kolei – powiedział mi któryś z piłkarzy, choć nie pamiętam już, kto to konkretnie był. – Dowiemy się, czy się łapiemy do składu. – Jak on śmie! – prychnąłem. – Traktuje nas jak dzieci. A nie mógłby nam po prostu powiedzieć? Nie ma mowy, żebym tutaj stał i grzecznie czekał. Wtargnąłem do innego pokoju, zajmowanego przez Glenna Roedera, mojego dawnego kumpla z Newcastle United, który teraz był członkiem sztabu szkoleniowego drużyny narodowej. Siedział tam z asystentem selekcjonera Johnem Gormanem. – No mów – zażądałem. – Jadę czy nie? Z Glennem łączyły mnie bliskie relacje od wielu lat, więc wystarczył rzut oka na jego twarz; nie musiał nic mówić. Od razu zobaczyłem, jak bardzo jest mu przykro. W tym momencie zrozumiałem, że nie znalazłem się w wąskim składzie reprezentacji Anglii i że do Francji chłopaki pojadą beze mnie. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej czułem tak wielkie wściekłość i smutek. Chyba nie docierał jeszcze do mnie pełen obraz tego, co właśnie zaszło. Miałem 31 lat, co oznaczało, że moje szanse na występ w kolejnym mundialu są bliskie zeru. Cholerny drań, pomyślałem. Nie chodziło o to, że ze mnie zrezygnował – choć, oczywiście, to też bolało – ale o sposób, w jaki to zrobił. Wzbudził we mnie przekonanie, że zagram na tym mundialu, a potem ustawił nas w kolejce i kazał czekać na audiencję. Nie zamierzałem puścić mu tego płazem. Wparowałem do jego pokoju i zacząłem na niego wrzeszczeć. – Uspokój się – mówił. – Porozmawiajmy. – Nie! – krzyczałem. Naprawdę nie chciałem teraz spokojnie siedzieć i słuchać, jak o wykłada mi powody swojej decyzji. Ogarnęła mnie taka wściekłość, że roztrzaskałem mu telewizor, zrzuciłem lampy na podłogę, ogólnie zdemolowałem tamto pomieszczenie. Nie uderzyłem go, ale nie ukrywam, że mocno mnie kusiło. – Pozwól, że wyjaśnię – podjął. – Jesteś gnojem! – wrzeszczałem. – Weź się, ku**a, zamknij! W końcu wpadli tam David Seaman oraz Paul Ince i mnie przytrzymali. Gdyby nie oni, nie wiem, ile jeszcze narobiłbym szkód. Dostałem Valium na uspokojenie i zostałem odesłany do mojego pokoju, tylko że odkąd wiedziałem, że na mundial nie jadę, chciałem już tylko wracać do domu. Na pokładzie samolotu, którym oprócz mnie wracali Phil Neville, Nicky Butt, Ian Walker, Dion Dublin i Andy Hinchcliffe, nie umiałem powstrzymać łez. W głowie nieustannie pobrzmiewały mi ostrzeżenia Waltera Smitha i Terry’ego Venablesa: »Uważaj na Glenna Hoddle’a, będzie chciał się pokazać«. Teraz wiedziałem już, że były prawdziwe”. Książka "Paul Gascoigne. Szalona ósemka. Autobiografia" jest dostępna na ⏩ bit.ly/wsqn-gascoigne 📷 Vinod Divakaran/Doha Stadium Plus Qatar/CC-BY-2.0
1
1
390
"Szalona ósemka" to podróż przez osiem skrajnych emocji, które ukształtowały życie Paula Gascoigne’a, od niepohamowanej radości po obezwładniający strach. To opowieść surowa, wzruszająca, a ostatecznie – bardzo inspirująca. Wejdź do głowy piłkarskiego geniusza. Poznaj człowieka, który oddał futbolowi całe swoje serce. Zobacz go takim, jakim nikt go jeszcze nie widział ⏩ bit.ly/wsqn-gascoigne
1
167
Co wspólnego mają ze sobą: frekwencja na treningach B-klasowego zespołu i planowanie upraw przez rolników? Wyjaśnia Jakub Olkiewicz 👉 bit.ly/wsqn-sezon Takiej książki o polskim futbolu jeszcze nie było! Podczas gdy wzrok większości kibiców skupia się na największych arenach, prawdziwe piłkarskie życie toczy się na B- czy A-klasowych kartofliskach ⚽ @JOlkiewicz z duetu Tetrycy od ponad 20 lat jest aktywnym zawodnikiem klubów niższych lig. Po latach obserwacji napisał książkę w charakterystycznym dla siebie stylu, pełnym humoru i smakowitych anegdot, opisując rzeczywistość, z którą zmagają się piłkarze i trenerzy amatorskich klubów. Jak radzą sobie ze zmieniającą się w czasie frekwencją na treningach? Przeczytajcie fragment książki "Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach" 👇 "Zanim ludzkość zaczęła analizować dokładniej ruchy słońca, zarówno podczas dnia, jak i na przestrzeni dłuższych okresów, zanim w sprawę upływu czasu zaczęli się mieszać egipscy uczeni, greccy, potem rzymscy rachmistrzowie, a wreszcie i papieże, rytm roku wyznaczały rytuały klubów z niższych lig. Gdy na treningach zjawia się powyżej 20 osób, bociany dumnie spoglądają na Polskę z wysokości swoich gniazd, ufne, że do rozpoczęcia ich wielkiej wędrówki jest jeszcze dużo czasu, że lato dopiero nabiera mocy, że gdyby nie okres urlopowy, ziściłyby się najpiękniejsze sny trenerów – i dałoby się zrobić na treningu gierkę 11 na 11. Lato jednak, podobnie jak wszystko, co nie jest cierpieniem, przemija bardzo szybko. A co po nim następuje? Dziś powiemy krótko: jesień. Ale zanim astrologia, meteorologia oraz językoznawcy doszli do chwiejnego konsensusu, niższoligowcy nieśli brzemię wyznaczania czasu na swoich wątłych barkach. To czas gierek sześciu na sześciu, czasem siedmiu na siedmiu – już minęły ciepłe dni, gdy z 34-osobowej kadry zespołu udawało się ściągnąć na zajęcia ponad połowę zawodników, ale jeszcze nie nastała smuta krótkich dni, kiedy trudno się właściwie połapać, czy trening jest, czy też zostaje odwołany z uwagi na obfite opady śniegu, deszczu albo po prostu ciemność. To pierwsze półrocze, tradycyjnie prostsze w odczycie. Rolnik, który chciał mieć pewność, że sadzi rośliny zgodnie z przyjętymi normami, szedł na lokalny LKS Beklasowo albo inny LZS Aklasowice. Zakładał okulary, wyciągał notes i skrzętnie zapisywał – tego dnia na treningu było tylu a tylu, co oznacza, że pszenicę musimy zasiać najpóźniej przed najbliższą kolejką ligową. Analogicznie postępowały oczywiście zodiakary, które widząc coraz bardziej pustoszejące boiska, domyślały się, że za moment zaczną rodzić się Koziorożce, Wodniki i Strzelce. Z historii znane są przypadki absurdalnych pomyłek – niektórzy dowódcy wojenni państw szeroko rozumianej Europy Zachodniej wpadali na treningi, czy to lokalnego Olympique, czy swojej Borussii. Było dużo ludzi na treningu, więc dochodzili do wniosku, że do śniegu daleko, po czym ruszali na wschód. Ale zanim domaszerowali do Moskwy, to ludzie przestawali uczęszczać na treningi, spadał śnieg, konie czy tam czołgi utykały na trasie i tyle było z podbojów. Rytm drugiego półrocza wyznacza frekwencja na treningach – najwyższa latem, najniższa pod koniec, gdy po parkach biegają samotni desperado, czyli najwytrwalsi spośród B-klasowców. Ale pierwsze półrocze? O, wtedy jest ciężej. Ludzi do grania nie ma zimą. Ani wczesną wiosną. Ani w kwietniu. W maju zaczynają się komunie, w czerwcu śluby i wesela, a przecież niektórzy startują z zawieraniem związków małżeńskich już w marcu. Rolnicy i zwierzchnicy sił zbrojnych musieli wymyślić kalendarz, miesiące, godziny i inne tego typu pierdoły, bo z frekwencji w niższych ligach już nic nie dało się poprawnie odczytać. Poza jednym. Poza test-meczem. Gdyby liczba ludzi na zajęciach była funkcją, widzielibyśmy stopniowy spadek, od tych 20, czasem 24 osób w lipcu, aż do 10 zimą i 0 w końcówce ligi, gdy są święta wielkanocne, długi weekend majowy oraz całe watahy kobiet, które ciągną mężów nad wodę, bo jest ŁADNA POGODA. Następnie, po długim okresie szorowania po dnie, następuje połowa czerwca. Noc Kupały. Noc Świętojańska. Najkrótsza noc, najdłuższy dzień. Połowa roku, początek wakacji. I mecz testowy dla wszystkich chętnych, którzy chcą wzmocnić zespół w nowych rozgrywkach. Chętnych liczymy w dziesiątkach, czasem setkach. Organizm ludzki jest skonstruowany w taki sposób, że w połowie czerwca próbuje przekonać mózg, że niemożliwe nie istnieje. Skoro natura jest tak silna, że potrafi wypędzić ze świata resztki listopada, to i ja, człowiek, jestem silny. Skoro drzewa jakoś dźwignęły się z niebytu, jeśli niedźwiedzie obudziły się ze snu zimowego, to i ja, człowiek, mogę wszystko, nawet regularnie chodzić na treningi w niższych ligach. Żona? Wybaczy. Rodzina? Zrozumie. Kolana? Przetrwają. Zresztą są wakacje, dzieci zostawi się z babcią, żona sobie posiedzi na działce i jakoś to będzie. Liczba osób, które wyobrażają sobie, że następne dziesięć miesięcy spędzą w ścisłym reżimie treningowym A-klasowej drużyny, znacznie przewyższa liczbę zawodników wciąż kopiących piłkę w połowie września. Kojarzycie siłownię w pierwszym tygodniu stycznia, gdy postanowienia noworoczne zmuszają ludzi do nierównej walki z bieżnią i rowerkiem? Styczniem niższych lig są czerwcowe test-mecze". *** Zamów książkę Jakuba Olkiewicza "Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach" z autografem autora na LaBotidze ➡️ bit.ly/wsqn-sezon Fot. Radosław Surowiec
1
1
8
2,229
Zamów książkę Jakuba Olkiewicza "Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach" z autografem autora na LaBotidze ➡️ bit.ly/wsqn-sezon
2
215
Kilka lat przed pojawieniem się Stepha Curry’ego w Oakland to on był największą gwiazdą drużyny Golden State Warriors. Monta Ellis miał podobne warunki fizyczne jak Stephen. Grał na pozycji rzucającego obrońcy, był najlepszym strzelcem ekipy Wojowników i miał spory wpływ na grę Curry’ego w NBA, o czym ten wspomniał w książce "Gotowy do rzutu": „Podczas naszych treningów obserwowałem Montę Ellisa. Nie odzywał się do mnie słowem, ale jego talent mówił wszystko. To był gracz obdarzony naturalnym talentem, uparcie dążący do sukcesów. W 2005 roku Warriors wybrali go w drafcie prosto z liceum w Jackson, w stanie Missisipi. Do każdego meczu podchodził z instynktem zabójcy. Bez względu na panujący w klubie chaos jego nastawienie zawsze było takie samo: »Dajcie mi piłkę, a ja dam wam punkty«. Odegrał ważną rolę w sukcesie z czasów »We Believe«, choć nie został za to należycie doceniony w prasie. Nellie też się do tego przyczynił, nazywając go »trudnym do trenowania«. Monta, podobnie jak ja, był mierzącym około 190 centymetrów obrońcą, więc moje pojawienie się w klubie niespecjalnie go ucieszyło. Podczas przedsezonowego spotkania z mediami stwierdził, że nie można wystawiać na obwodzie dwóch niskich graczy. Miał trochę racji – faktycznie trudno grać dwoma niskimi obrońcami. Jednak sposób, w jaki to powiedział, moment, w którym to zrobił – oraz fakt, że nie zdążyliśmy jeszcze odbyć choćby jednej rozmowy – no cóż, to było nieco dziwne. I dostarczyło pożywki dziennikarzom. Sprawa miała się tak: Monta już w wieku 24 lat był poniekąd koszykarskim weteranem. W zasadzie zmuszono go do liderowania zespołowi, który właściwie nie posiadał żadnej tożsamości. Wciąż wchodził jeszcze w tę rolę starego wyjadacza, w której wkrótce czuł się już znacznie pewniej. Obserwowałem ten etap jego kariery, wiele się dzięki temu nauczyłem i później byłem mu za to niezwykle wdzięczny. Zapomnijmy jednak na moment o przywództwie – jeśli chodzi o Montę, najlepiej z tamtego pierwszego sezonu pamiętam samą radość ze wspólnych występów z kimś takim jak Pocisk z Missisipi. Ciągle naciskał na defensywę rywali, mijał kryjących go obrońców i kończył akcje w zasadzie z każdej pozycji. To była znakomita lekcja na temat szybkości gry w NBA. Cieszyłem się każdą jej sekundą. Któregoś dnia, z tydzień przed rozpoczęciem mojego drugiego sezonu, tuż po treningu zadzwonił telefon. Męczyłem się przez cały obóz przygotowawczy. Nie rzucałem tak skutecznie, jak chciałem. Wszystkie moje statystyki szły w dół. Odebrałem. Dzwonił Monta. Nie mieliśmy jakichś bliższych relacji w czasie moich debiutanckich rozgrywek, ale bardzo go lubiłem. Był cichy, ale zdarzało mu się rzucić znienacka jakimś krótkim tekstem, który zostawał w głowie. Pewnego razu mieliśmy trening rzutowy, a Monta dość długo nie mógł wejść w rytm. Jeden z asystentów trenera, nie pamiętam już który, krzyknął: »Hej, Monta, zamierzasz coś trafiać?«. Ellis wciągnął powietrze. »Na razie nie czuję popcornu – stwierdził. – Mam trafiać teraz czy później?«. Wciąż sięgam po ten jego bon mot. Jednak z czysto koszykarskiego punktu widzenia raczej nie utworzyła się między nami bliższa więź. Nie mogę powiedzieć, byśmy mieli do siebie pełne zaufanie. I dlatego ten telefon trochę mnie zaskoczył. – Ej, powiedz tylko, czy czujesz presję – rzucił Monta. – O, tak – odparłem. – Mierzysz się z oczekiwaniami. Ja mam tak samo. Stwierdził, że za dużo myślę na parkiecie. Miał rację. Zdradził mi, że czuł się podobnie, gdy był młodszy. Dodał, że bardzo łatwo wpuścić do głowy krytykę, która zaczyna wpływać na twoją głowę, gdy usiłujesz jak najlepiej robić to, co najbardziej kochasz. – Po prostu graj tak, jak najlepiej umiesz – powiedział. Nie musiał tego robić. Nikt nie musiał. Zapewne częściowo motywowało go przekonanie, że powinienem grać lepiej, by nasz zespół miał szansę na odnoszenie zwycięstw w nadchodzącym sezonie. Mieliśmy wspólnie rządzić na obwodzie, ale dostrzegł, jak bardzo ta drużyna zmieniła się od czasu, gdy to on był dzieciakiem w ekipie z czasów »We Believe«. Teraz jego ówczesnych partnerów z boiska nie było już z nami, a on przejął rolę weterana. Choć miał dopiero skończyć 25 lat, już rozpoczynał swój szósty sezon w lidze. Wciąż był młody, ale wszedł w tę nową rolę. Ja też musiałem brać pod uwagę ewolucję, którą przechodził. Zmieniał się ton naszej relacji. Tamta krótka rozmowa pomogła mi wyjść z dołka”. Dziś 41. urodziny obchodzi Monta Ellis, koszykarz uhonorowany przez Stephena Curry’ego koszulką z ery „We Believe” w ostatnim meczu rozegranym przez Golden State Warriors w Oracle Arena. Wszystkiego najlepszego. Książka "Stephen Curry. Gotowy do rzutu" jest dostępna na ⏩ bit.ly/wsqn-curry 📷 Christian/Flickr/Ytoyoda/Wikimedia Commons/CC-BY-SA-2.0
1
1
548
Jest synem byłego zawodowego koszykarza. Kiedy był dzieckiem, marzył, by tak jak ojciec grać w NBA. Codziennie oddawał rzuty do kosza, ale to było za mało. Stephen Curry musiał całkowicie zmienić technikę, by móc osiągnąć sukces w najlepszej koszykarskiej lidze świata. To był długofalowy proces. Rozpoczął się pod kosztem, a zakończył „trójkami” rzucanymi daleko zza łuku, czterema trofeami wywalczonymi z Golden State Warriors i zdobyciem statusu legendy. W książce „Stephen Curry. Gotowy do rzutu” najlepszy strzelec w historii rzutów za trzy punkty w NBA dzieli się swoją filozofią sukcesu. Zabiera Cię na salę gimnastyczną, gdzie opanował podstawy gry, i pokazuje, co trzeba zrobić, by wspiąć się na szczyt, nie tylko ten koszykarski. Zainspiruj się historią człowieka, który popełnił mnóstwo błędów i oddał tysiące rzutów, zanim stał się mistrzem NBA i życia ⏩ bit.ly/wsqn-curry
1
213
Wydawnictwo SQN retweeted
Niedawno swoją premierę miała książka "Krzysztof Surlit. Widzewski charakter" - to dobra lektura na dni meczowe i nie tylko 🇦🇹 A dzisiaj oby nam tego tytułowego charakteru nie brakowało ✊🏻 🛒 Link do zakupu: bit.ly/maarcyys-surlit #współpracabarterowa
1
5
493
Wydawnictwo SQN retweeted
Premiera -> Zamowienie -> Dostawa. Mniej niż 24h i to z piątku na sobotę! Tak to sie robi @JOlkiewicz @SQNPublishing Praca. Konsekwencja. Pokora. 💪
3
2
49
2,977
Dlaczego Sebastian Świderski został legendą klubu z Kędzierzyna-Koźla? Zapytany o to przez Emila Kaczalskiego, autora książki "ZAKSA. Definicja mistrzostwa", wskazuje na trzy główne powody wyboru właśnie tego zespołu w kluczowym momencie swojej kariery. Fragment książki 📚 "Zawsze byłem człowiekiem, który przywiązuje się do danego miejsca. Po opuszczeniu mojego miasta, Gorzowa Wielkopolskiego, i klubu, w którym się wychowałem i który mnie wypromował, wybrałem Kędzierzyn-Koźle. Miałem taki plan i marzenia, żeby później trafić do ligi włoskiej, a wtedy to było bardzo trudne, bardzo skomplikowane, bo przypominam, że jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej, więc obostrzone dodatkowo politycznymi problemami wyjazdowymi. Natomiast Kędzierzyn-Koźle to był prosty wybór. Wtedy dwie topowe drużyny – Częstochowa i Kędzierzyn – rywalizowały o miano najlepszej w naszym kraju; Gorzów, Sosnowiec swego czasu, później Jastrzębie i Bełchatów to były zespoły, które podgryzały. Wybór padł na Kędzierzyn z kilku względów. Pierwszy to trener Waldemar Wspaniały, który przeszedł z Gorzowa do Kędzierzyna i chciał mnie w tym klubie. Drugi to super atmosfera i koledzy z reprezentacji, najpierw młodzieżowej, a później seniorskiej, którzy mnie namawiali, bym przeszedł do tego klubu. I trzeci: to, że klub zawsze walczył o najwyższe cele, mógł prezentować się w europejskich pucharach, walczyć z najsilniejszymi w Europie. A wisienkę na torcie stanowili fantastyczni kibice i fantastyczna atmosfera, jaka panowała na meczach, czy to ligowych, czy w europejskich pucharach. Całe to miasto żyło siatkówką, żyje i mam nadzieję, że będzie żyło". *** Kilka dni temu Emil Kaczalski osobiście przekazał książkę obecnemu prezesowi PZPS. Wy też możecie mieć swój egzemplarz, zamawiając książkę z serii SQN Originals w naszej księgarni ➡️ bit.ly/wsqn-zaksa @PolskaSiatkowka
1
329
Wydawnictwo SQN retweeted
Dużo już Wam spamowałem o Sezonie, ale chciałem jeszcze napisać o okładce. Marzyło mi się, żeby to był follow-up do drugiego albumu The Streets i wydaje mi się, że wraz z @surowyrad dźwignęliśmy temat :D Choć, jak w otwierającym kawałku, to tylko "supposed to be so easy". :)
13
6
345
16,357
Niektórzy już mają - Wy też możecie 😉 Kto chce zakładkę, musi się spieszyć, bo zostało już niewiele z 500 egzemplarzy z BENGAJEM ‼️ Później zostanie już tylko wersja z autografem lub standardowa 📖 Zamawiać można tutaj 👉 HTTPS://bit.ly/wsqn-sezon
Znowu @JOlkiewicz napisał książkę, znowu mnie naszła ochota na piwo mimo, że się nim brzydzę. Książkę można zamowic w księgarni La Botiga o tutej bit.ly/kartofliska-sezon I zabrzmi to może w uj śmiesznie, ale Kartofliska zostały jej Patronem Medialnym :P #Współp #raca
3
454
Czy są tutaj jacyś fani duetu Tetrycy? Mamy dla Was prawdziwą gratkę - pełną humoru, anegdot, a także uniwersalnych prawd o życiu książkę @JOlkiewicz o piłkarskiej rzeczywistości niższych lig: "Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach". Tylko w naszej księgarni znajdziecie wersję z autografem Kuby i zakładką w kształcie maści doskonale znanej każdemu piłkarzowi-amatorowi ➡️ bit.ly/wsqn-sezon Jeśli tak jak my uwielbiacie styl Tetryków, a także lubicie klimat znany z kanału Kartofliska, na pewno nie będziecie zawiedzeni! Poczytajcie, co o "Sezonie" napisali ci, którzy mieli przyjemność zapoznać się już z lekturą: „Większą część swojego życia spędziłem, przegrywając” to najlepsze pierwsze zdanie naszej literatury od czasu „Ogary poszły w las”. A kolejne wcale nie są gorsze. @michalokonski Czy da się ciekawie pisać o klasie A? Jak najbardziej. Zwłaszcza jeśli jesteś piłkarzem, dziennikarzem, a przede wszystkim tak wnikliwym obserwatorem rzeczywistości jak autor. Kuba widzi więcej niż inni. I potrafi o tym pisać jak mało kto. @cwiakala Nawet gdybym zrobił najbardziej spektakularny piruet na przyrodzeniu, to i tak nie opisałbym tego w taki sposób jak Kuba. Olkiewicz nie dość, że zna prawdziwy futbol od środka, to jeszcze ma dar „sprzedawania” klimatu niższych lig w taki sposób, że nawet dziewczyny z Tindera (gdyby tylko Sezon przeczytały) chciałyby się umawiać na randki na mecze Teofilka Łódź. @kartofliska Polska piłka jest najciekawsza, ale niższe ligi piłkarskie to już przesadziły. Pozwólcie, by Kuba Olkiewicz wam to wytłumaczył. @leszekmilewski Czy musimy Was jeszcze w ogóle zachęcać? 😉 Zapraszamy po prostu na 👉 bit.ly/wsqn-sezon @jakubbialek @PawelPaczul @WeszloCom @matswiecicki @Polsport
2
6
103
19,523
Wydawnictwo SQN retweeted
Polskie wydanie autobiografii Christiana Hornera już w przedsprzedaży, premiera 12 listopada. Fragmencik na zachętę oraz info o przedsprzedaży znajdziecie tutaj: sokolimokiem.com/christian-h…
6
4
179
12,164
David Coulthard zwolniony z Red Bull Racing... przy pisuarze. Christian Horner: "Helmut Marko wjechał niczym buldożer i cały nasz delikatny proces zburzył". To ten dzień! Autobiografia "Drive" Christiana Hornera właśnie ukazuje się w Wielkiej Brytanii. W ostatnich dniach media na całym świecie do czerwoności rozgrzewają fragmenty książki oraz wywiady, jakich były szef Red Bull Racing udziela, promując swoje wspomnienia. Polskie wydanie książki trafi do księgarni 12 listopada, ale zamawiają je w przedsprzedaży, możecie liczyć na lekturę jeszcze przed datą premiery ➡️ bit.ly/wsqn-horner Na zachętę serwujemy Wam smakowity fragment książki "Drive" o tym, jak David Coulthard dowiedział się chęci zastąpienia go w Red Bull Racing Sebastianem Vettelem oraz jaką rolę odegrał w tym "dyskretny" Helmut Marko: "W tajemnicy uzgodniliśmy, że na sezon 2009 Sebastian zastąpi DC, jednak całą operację przejścia należało przeprowadzić w dyplomatyczny sposób. DC dał nam od siebie bardzo dużo, więc zależało nam, by zmiana nie wyglądała tak, jak gdybyśmy postanowili go wykolegować. Liczyłem, że on sam poinformuje o zakończeniu kariery w trakcie sezonu 2008, najlepiej na Silverstone, czyli przy okazji jego domowego wyścigu (DC wspomniał, że mógłby tak postąpić, ale nie złożył żadnej konkretnej deklaracji). Martin Brundle, nadal doradzający naszemu zawodnikowi, był tego samego zdania. DC był jednym z najbardziej utytułowanych brytyjskich kierowców Formuły 1 i cieszył się wielkim szacunkiem w naszym środowisku. Uważaliśmy, że do tej zmiany powinno dojść na jego warunkach. Do wyścigu na Silverstone pozostawał już niecały miesiąc, nie miałem zatem innego wyjścia, jak wspomnieć o tym potencjalnym planie Helmutowi. Zreferowałem mu sytuację, podkreślając, jak ważne jest, by informację o tym DC przekazał opinii publicznej sam. – To musi wyjść od niego – powiedziałem. – Proszę zatem, ani słowa na ten temat. Nikomu. Nazajutrz rano, przed treningiem, DC poszedł do toalety i stanął nad pisuarem tuż obok Helmuta. – Dochodzą mnie słuchy, że na Silverstone kończysz karierę – rzucił Helmut z uśmiechem. DC oniemiał. – Skąd to wiesz? – Ano stąd, że od przyszłego roku bierzemy Vettela – odparł bez ogródek. DC poszedł wprost do mnie, do garażu. Nie musiał otwierać ust, żebym wiedział, że coś jest nie tak. – Wydaje mi się, że przed chwilą w toalecie zostałem odesłany na emeryturę – stwierdził, zrezygnowany. Wkurzyłem się. Zależało mi, żeby DC odczuł, jak bardzo jest szanowany w Red Bullu i że jego odejście zostanie przeprowadzone w przemyślany sposób. A Helmut, jak to Helmut, wjechał niczym buldożer i cały nasz delikatny proces zburzył". *** Zamów najgorętszą sportową premierę tej jesieni - autobiografię Christiana Hornera "Drive" - w przedsprzedaży ➡️ bit.ly/wsqn-horner Fot. Mark McArdle from Canada/Wikimedia Commons @SokolimOkiem @CezaryGutowski @M_Gasiorowski @AldonaMarciniak @pawelf1 @RoksanaCw @Karol_CyrkF1 @GrzJazienicki
6
11
198
55,377
Polskie wydanie książki "Drive" trafi do księgarni 12 listopada. Zamawiając autobiografię Christiana Hornera w przedsprzedaży, możesz liczyć na lekturę jeszcze przed premierą ➡️ bit.ly/wsqn-horner
4
1,353
Wydawnictwo SQN retweeted
Poznajcie historię Krzysztofa Surlita, który potrafił uderzyć piłkę mocniej niż legendarny Ronald Koeman z Barcelony. Biografię byłego piłkarza Widzewa znajdziecie na ⏩ bit.ly/nostalgia-surlit
1
12
1,845
Wydawnictwo SQN retweeted
Poznałem i zwiedziłem Bryne, gdzie dorastał Erling Haaland, rozmawiałem z jego pierwszymi trenerami, więc z przyjemnością napisałem blurb do jego biografii 🫡 Dostępna w @SQNPublishing, możecie zamawiać tu (kubek też): bit.ly/janczyk-haaland #reklama
4
2
41
5,749
Wydawnictwo SQN retweeted
Wczoraj kurier przyniósł paczuchę szczęścia od @SQNPublishing 📚 Fantastyka - dla mnie, koszykówka - dla męża, świeczucha - na wspólne wieczory🥰 bit.ly/sonia-TRZECI50 Łapcie link do promki i korzystajcie tłumnie⬆️🥰
1
8
261