Szanowny Marcinie
@BorskiMarcin ,
naprawdę jest tyle spraw bieżących oraz systemowych, które można i należy krytykować (zapraszam do drugiej części mojego wpisu), że nie bardzo rozumiem, czemu, nie bacząc na fakty, wybrałeś na cel "ataku" akurat mój merytoryczny komentarz dotyczący "ręki podpierającej". Otóż rzecz ma się następująco:
- to, co wyjaśniłem w swoim wpisie (załączam go ponownie) to nie są żadne, mityczne "ustalenia z Bełchatowa", tylko cytaty z Przepisów, wytycznych The IFAB oraz materiałów szkoleniowych FIFA.
- kryteria oceny, czym jest ręka podpierająca i kiedy jest, a kiedy nie jest przewinieniem (a więc czy znajduje się pionowo pod ciałem oraz czy wynika z walki o piłkę czy interwencji blokującej dośrodkowanie lub strzał) były komunikowane, w ramach procesu licencyjnego, klubom Ekstraklasy oraz 1. Ligi co najmniej dwukrotnie w ostatnich sezonach. Nie jest zatem, w tej konkretnej sprawie, prawdziwy Twój zarzut, że nikt nic nie wiedział i wyjaśnień dokonano post factum.
Ponieważ jednak "tylko prawda jest ciekawa" muszę też wrzucić kamyczek do swojego ogródka, robiąc to publicznie, bo tak rozumiem dyskusję o polskim sędziowaniu, w przeciwieństwie do osób, które anonimowo karmią dziennikarzy wyrwanymi z kontekstu, wygodnymi dla narracji wrzutkami.
- Kamyczek pierwszy, najważniejszy: Pan
@PertkiewiczW wystosował, swego czasu, po jakiejś ważnej decyzji sędziowskiej lapidarny, ale bardzo ważny, apel brzmiący "edukujcie nas" (cytując z pamięci). Ten apel ujęty był w kulturalny sposób (i pozostał zapewne bez odpowiedzi), ale przesłanie było jasne i oczywiste: środowisko piłkarskie oczekuje od sędziów przejrzystej, kompleksowej i zrozumiałej wiedzy dotyczącej naszej pracy: jakie są przepisy, kryteria oceny poszczególnych sytuacji, na jakiej podstawie oceniane są powtarzalne kategorie zdarzeń typu ręka, kontakt fizyczny, położenie rąk na plecach etc.
Tego z naszej stony - moim zdaniem - brakuje; mimo pewnych postępów w tym zakresie nadal, jako środowisko, za mało komunikujemy się z tymi, dla których to wszystko się toczy, czyli z kibicami, piłkarzami, trenerami, klubami, mediami.
Ja uważam nawet, że powinniśmy pójść krok dalej i część tych rozwiązań wypracować wspólnie z piłkarzami, trenerami etc. Istnieją oczywiście przepisy i wytyczne obowiązujące na całym świecie, ale jednocześnie każda liga ma swoją specyfikę i ocena zdarzeń interpretacyjnych musi być osadzona w lokalnym kontekście. Kryteria oceny takich sytuacji moglibyśmy ustalić wspólnie, tak aby ich stosowanie spotkało się z akceptacją, a nie drwinami z gatunku "nie grali nigdy w piłkę a znowu coś sobie wymyślili". Sędziowie nie mogą być jakąś wewnętrzną kastą arcykapłanów, wąskim kręgiem osób posiadających wiedzę tajemną.
I dopiero w tym kontekście mogę zgodzić się z krytyką "ustaleń z Bełchatowa", one same w sobie są ważne i potrzebne, jednak powinny być:
- wypracowane wspólnie ze środowiskiem
- jasno zakomunikowane, spisane, ogłoszone całemu otoczeniu
- dotyczyć tylko spraw nieuregulowanych wyżej, czyli przez Przepisy Gry, FIFA i The IFAB
- Z powyższym wiąże się kamyczek drugi. Nasze kryteria oceny muszą być proste, możliwe do stosowania i wymierne. Nie powinniśmy stosować, ani na boisku ani w komunikacji zewnętrznej określeń typu "twarda, męska gra"; pod taki slogan każdy może sobie podłożyć dowolne oceny, dla każdego z nas ta "męska gra" może oznaczać co innego. To muszą być sterylne, techniczne podstawy do podjęcia decyzji.
Biorąc za przykład sytuację z ostatniego meczu Cracovia - Legia: każdy kibic w Polsce powinien wiedzieć, jak sędziowie mają obowiązek oceniać takie sytuacje, czyli na czym polega nadepnięcie (siła skierowana w dół, na stopę rywala), na czym podstawienie nogi (ruch wykonany poprzecznie w stosunku do kierunku poruszania się nóg rywala) a na czym dozwolony kontakt stóp poruszających się zawodników.
"Męska gra" nie ma tu nic do rzeczy i tylko miesza w głowie naszemu otoczeniu oraz daje pretekst do ataków, podejrzeń, a nawet insynuacji.
[W ramach edycji posta uzupełnienie: nie podważam oficjalnej oceny Kolegium Sędziów, dla mnie ta sytuacja to też nie jest przewinienie, natomiast kluczowe jest, żeby kibice wiedzieli dlaczego, żeby "świat futbolu" mógł oceniać, czy te same kryteria są przykładane do tego typu sytuacji w kolejnych meczach]
- Kamyczek trzeci. Ja jestem sędzią (asystentem, dopisek konieczny, aby ważniejsi ode mnie koledzy się nie obrazili) zawodowym, więc mnie to nie dotyczy, ale mamy czwartek i do południa większość sędzi oraz sędziów niezawodowych nie wiedziała, czy została obsadzona na któryś mecz rozgrywanego już we wtorek Pucharu Polski.
To oznacza, że będą musieli wszystko organizować na ostatnią chwilę: urlop w pracy, opiekę nad dzieckiem czy inne sprawy rodzinne. A to wszystko w tygodniu poprzedzającym Święto Wszystkich Zmarłych, czyli wyjazdy w strony rodzinne (i kolejne mecze).
To pewnie z perspektywy zewnętrznej drobna rzecz, ale wśród "sędziów amatorów" potęguje zmęczenie, zniechęcenie i przeszkadza w tym, aby wyjść później na boisko z czystą głową. Wpływa to też na niesnaski w środowisku, w tym na anonimowe skargi w mediach. Zamiast działać wspólnie i próbować wyjść z obecnej sytuacji każdy ciągnie wózek w swoją stronę.
Tyle ode mnie, postrzelałem, jak mój ulubiony bohater "Blondie", w różne strony, teraz można strzelać we mnie, zapraszam serdecznie.
x.com/TListkiewicz/status/21…