Ostatnie lata w 1 lidze to niesamowita odbudowa siły kibicowskiej Wisły. I ogromna w tym zasługa naprawdę świetnie prowadzonego dopingu. Dopingu opartego na wspieraniu WISŁY od 1 do ostatniej minuty. Dopingu odpowiedzialnego i angażującego cały stadion. Dopingu, który uskrzydlał zawodników na boisku.
Dopingu, którego aktualnie nie ma.
8 raz pod rząd mamy komplet na trybunach. Każdy mecz to tysiące nowych kibiców, którzy może zostaną z Wisłą na zawsze. Czy zostaną, jeśli będą słuchać ciągłe bluzgi i doping anty? Jeśli zamiast pięknych opraw oglądać będą rysunki o konfidentach?
Nie uważam, że doping ma być zawsze grzeczny i kulturalny. Futbol to emocje, a one generują różne zachowania. Uwielbiam ruch ultras. Mamy szansę na Wiśle mieć kapitalną atmosferę, która reaguje na wydarzenia na boisku, żyje meczem i wspiera WISŁĘ - szczególnie wtedy, gdy piłkarze tego potrzebują. Szansę, którą marnujemy.
Nie wiem o co chodzi w wewnętrznych porachunkach ultrasów/kumatych i dlaczego zniknął gniazdowy. Nie wiem jakie jest rozwiązanie problemu i jak się w ogóle do tego zabrać. Ale wiem, że nie należy tego bagatelizować. Po raz pierwszy od lat czuję się po prostu źle na młynie. Nie identyfikuję się z tym, co prowadzący doping chcą przekazać. Rozglądając się na trybunie widzę, że wiele osób ma podobnie.
Jestem zwykłym kibicem i żaden ze mnie kumaty, ale apeluję do ludzi ze środowiska: zróbcie coś z tym, bo to idzie w złą stronę. Nie wiem też czy (i jak) klub ma mieć w tym głos, ale jakiś głos może mieć powinien - jeśli chcemy być marką globalną, to musimy budować bazę kibicowską i odpowiedni klimat na stadionie.