Do motłochu - wyborców pis.
Pamiętacie kompromitację Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia z "Wczorajszym żołnierzem, dziś tatą”?
Prof. Cenckiewicz, historyk specjalizujący się w lustracji i tropieniu agentów, człowiek budujący karierę na wyciąganiu teczek i weryfikowaniu życiorysów, dał się całkowicie nabrać internetowemu oszustowi.
Osobą, która go wprowadziła w błąd, był Jacek S., działający w sieci pod pseudonimem „Wczoraj żołnierz, dziś tata”. Twierdził, że jest emerytowanym komandosem Jednostki GROM, weteranem misji w Iraku i Afganistanie. W rzeczywistości nigdy nie służył w wojsku, a w jego przeszłości znajduje się kilka prawomocnych wyroków za oszustwa i kradzieże – łączna kara przekracza 10 lat pozbawienia wolności. Pracował jako ochroniarz w Carrefourze.
Mimo to przez dłuższy czas był traktowany w prawicowych mediach i środowiskach patriotycznych jako autentyczny głos weterana. Spotykał się z ministrem Przemysławem Czarnkiem, gen. Dariuszem Wrońskim, rzeczniczką Straży Granicznej Anną Michalską. Krystyna Pawłowicz publicznie poręczyła za jego zrzutkę na cel charytatywny. Michał Rachoń i Telewizja Republika przedstawiały go jako byłego żołnierza sił specjalnych.
Sławomir Cenckiewicz, współtwórca serialu „Reset”, razem z Michałem Rachoniem, uznany „łowca agentów”, zaprosił Jacka S. do swoich materiałów jako eksperta, który miał obnażać rzekome zaniedbania w polskiej armii i upadek obronności za rządów PO-PSL. Opinie fałszywego komandosa były wykorzystywane do ataków na Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego.
Szło pięknie i gładko, pisowski motłoch piał z zachwytu, chłopaki "szyli" i trzepali kasiorę. Wszystko zepsuł reporter
OKO.press,
@CzabanPiotr, który w ciągu kilku dni sprawdził akta sądowe, porozmawiał z rodziną i znajomymi Jacka S., skonfrontował dokumenty, i zdemaskował całą legendę, nagrywając świetny reportaż do odnalezienia np. na FB.
Kompromitacja jest porażająca, zawodowy historyk i były szef Wojskowego Biura Historycznego, dziś szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, nie zweryfikował błazna i mitomana, którego wprowadzał do debaty o bezpieczeństwie państwa. Nie sprawdził wiarygodności oszusta, uwierzył w kłamstwo na słowo, bo pasowało do jego tez.
Sprawa "Wczoraj żołnierza, dzisiaj taty", pokazuje mechanizm funkcjonowania części prawicowego motłochu. Ważniejsza jest zgodność przekazu z aktualną linią polityczną niż rzetelna weryfikacja źródeł, a wyborcy pis uwierzą we wszystko, nawet w wybuch bomby termobarycznej z... tłumikiem.
A gdy fałsz wychodzi na jaw, zazwyczaj kończy się na milczeniu lub wzruszeniu ramionami i tekstem o politycznym ataku.
Historia „Wczoraj żołnierz, dziś tata” i rola Cenckiewicza w jej rozsławieniu to podręcznikowy przykład różnicy między dziennikarskim śledztwem a publicystyką, która udaje badania historyczne, i która woli potwierdzenie własnych tez niż prawdę.
#WeekendDlaMotłochu