Ponieważ siedzę głęboko w procedurach nadawania stopni naukowych – zarówno naukowo (to moja specjalizacja badawcza), jak i praktycznie (prowadziłem dziesiątki takich spraw i współpracowałem z wieloma uczelniami), pozwolę sobie przedstawić opinię na temat sprawy Jakuba Wiecha:
- jest oczywiste, że
@jakubwiech – abstrahując od jakości jego rozprawy doktorskiej, do czego zaraz przejdę – doświadcza nagonki i linczu motywowanego wyłącznie jego działalnością publiczną. Przyczyną pospolitego ruszenia przeciwko Wiechowi nie jest troska o jakość polskiej nauki. 99,9% autorów rozpraw doktorskich o podobnym poziomie nigdy czegoś takiego nie doświadczy. Rację mają
@RozekTom czy Tomasz Terlikowski.
- nie czytałem rozprawy Jakuba Wiecha i nie umiem ocenić jej jakości, gdyż nie mam ku temu wystarczających kompetencji. Mam za to na tyle naukowej wiedzy i doświadczenia, aby rozumieć i wiedzieć, jak mało wiem. Podstawą kompetencji jest świadomość własnych braków.
- dlatego gdy oceny (pozytywnej, jak i negatywnej) rozprawy Jakuba Wiecha dopuszcza się niemal cały internet, pragnę przypomnieć, że 99% osób nie ma jakichkolwiek kompetencji do oceny jakości prac naukowych. Ten efekt zawyżania swoich kompetencji przez osoby ich pozbawione (ma to swoją fachową nazwę) przybiera w dzisiejszych czasach ogromne rozmiary.
- między innymi z tych powodów procedury nadawania stopni naukowych nie są oparte na woli ludu ani nie stanowią klasycznej procedury administracyjnej, lecz są kilkuetapowym procesem oceny jakości prac naukowych, powierzonym wyłącznie środowiskom naukowym. Nawet jeśli mamy do naukowców tworzących rady dyscyplin i obowiązujących tam standardów poważne zastrzeżenia (a ja mam), to wciąż mają oni jakiś pierdyliard razy większe kompetencje do oceny rozpraw doktorskich niż komentariat.
- mając to ustalone, przejdźmy do procedury. Trzy pozytywne recenzje pozwalają na dopuszczenie pracy do obrony. Nie widzę tu większych zastrzeżeń, poza faktem, że wszyscy wiemy, jak wygląda wyznaczanie recenzentów doktoratów (nie ma tu, jak przy habilitacji, puli recenzentów losowanych przez Radę Doskonałości Naukowej – wszystkich trzech wybiera uczelnia, czyli w praktyce promotor). Tak, to patologia. Tak, trzeba to zmienić. Nie, obecni politycy i aktualna ekipa w MNiSW tego nie zrobią.
- Idźmy dalej. Jeżeli obrona rzeczywiście przebiegała tak, jak czytamy w relacjach, jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego komisja doktorska już tego samego dnia podjęła uchwałę. Kilkadziesiąt pytań, 6 godzin dyskusji i mnóstwo poruszonych (i nieznanych komisji wcześniej) wątków i zarzutów (w tym plagiatowych), a komisja nie chciała tego wszystkiego na spokojnie zweryfikować, zbadać, sprawdzić wiarygodność odpowiedzi kandydata?
- po co było na szybko podejmować uchwałę, zamiast odroczyć posiedzenie komisji, by rzetelnie sprawdzić wszystkie ujawnione okoliczności? Obrona nie jest czymś wyabstrahowanym z procedury. Jest elementem postępowania dowodowego.
- przypominam, że obowiązujący tu Kodeks postępowania administracyjnego (KPA) pozwala na odroczenie rozprawy administracyjnej (obrona jest jej odpowiednikiem) z każdej ważnej przyczyny. W mojej ocenie takie przyczyny wystąpiły, a komisja, mając na względzie liczbę i skalę wątpliwości i zarzutów, powinna posiedzenie odroczyć, wszystkie je poddać dogłębnej analizie, a dopiero wówczas podjąć uchwałę.
- przypominam, że zgodnie z KPA obowiązkiem organu prowadzącego postępowanie (co stosuje się odpowiednio do komisji doktorskiej, jeśli są jej powierzone jakieś czynności) jest podjąć WSZELKIE CZYNNOŚCI niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli, a ponadto w sposób wyczerpujący zebrać i rozpatrzyć cały materiał dowodowy.
- czy dochowano tego obowiązku? Wyniki głosowania (3/3/4) pozwalają wątpić. Jasne, formalnie każdy członek komisji ma prawo wstrzymać się od głosu i to się prawniczo obroni. Jeśli jednak prawie połowa komisji nie miała zdania co do nadania stopnia i w efekcie wstrzymała się od głosu, to oczywiste jest, że sprawa nadania Jakubowi Wiechowi stopnia doktora nie została w toku obrony DOSTATECZNIE wyjaśniona. Formalnie komisja wypełniła swój obowiązek, ale naukowo – umyła ręce.
- na marginesie, sprawa ta dobitnie pokazuje, jak dyskusyjne jest przyjmowanie w sprawie stopni naukowych wymogu bezwzględnej większości głosów. Uzależnia to wynik postępowania (pozytywny albo negatywny) od osób, które nie potrafiły wyrobić sobie zdania. W teorii miało to zapewniać wysokie wymogi, ale w praktyce często powoduje większą losowość podejmowanych rozstrzygnięć.
- teraz sprawa trafia do Rady Dyscypliny, która podejmuje decyzję w sprawie nadania doktoratu i nie jest związana uchwałą komisji, przed którą odbyła się obrona. Obowiązkiem Rady jest wszechstronnie rozpatrzyć wszystkie aspekty sprawy, a następnie wydać rozstrzygnięcie, a w przypadku negatywnego – szczegółowo je uzasadnić.
- publiczną deklarację Jakuba Wiecha co do nieodwoływania się od ewentualnej decyzji negatywnej, złożoną chyba trochę honorowo z powodu wyniku prac komisji oraz publicznej nagonki, uważam za przedwczesną, zwłaszcza że komisja doktorska jest jedynie, w pewnym sensie, organem pomocniczym Rady. Ponadto na ten moment nie są znane powody ewentualnego negatywnego rozstrzygnięcia, a to zwłaszcza one decydują o legalności rozstrzygnięcia. Dlatego decyzja, czy się odwoływać, powinna być dopiero przed Jakubem Wiechem.
- podsumowując, mam trzy wnioski. Po pierwsze, mam nadzieję, że Jakub Wiech, niezależnie od rozstrzygnięcia, nie zaprzestanie swojej działalności publicznej.
- po drugie, chciałbym, aby rozprawy doktorskie wszystkich osób ubiegających się o ten stopień podlegały tak drobiazgowej ocenie publicznej. Jeżeli nie mieliście nic przeciwko doktoratom Łukasza Piebiaka czy Patryka Jakiego albo habilitacjom Roberta Kropiwnickiego lub Przemysława Czarnka, ale walczycie o odmowę doktoratu dla Jakuba Wiecha, to musicie się zastanowić, o co Wam chodzi, bo na pewno nie o naukę.
- po trzecie, warto wykorzystać przykład tej sprawy do dyskusji, w jaki sposób możemy poprawić system awansów naukowych i zapewnić nie tylko jego jakość, ale też transparentność. Moim zdaniem cała sprawa pokazuje kilka fundamentalnych problemów procedur nadawania stopni naukowych. Gdy skończy się nagonka i emocje wokół tej sprawy, a Rada UW podejmie rozstrzygnięcie, będzie właściwy czas na rzeczową debatę.