Adam Bielan i afera NCBiR. Dziennikarze dotarli do SMS-ów między byłym marszałkiem Senatu a oskarżonym o wyłudzenie 123 milionów złotych
Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko ośmiu osobom w sprawie wielomilionowego wyłudzenia środków z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Oskarżonym zarzucono m. in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa na szkodę Skarbu Państwa, wystawianie fikcyjnych faktur i pranie pieniędzy.
Śledztwo wykazało, że w latach 2021–2023 tworzono spółki-słupy, które nie prowadziły żadnej realnej działalności badawczo-rozwojowej, a jedynie pisano pod nie projekty wyłącznie po to, by wyciągnąć publiczne pieniądze.
W centrum tej historii, według materiałów śledztwa, pojawia się Adam Bielan, polityk pis, były marszałek Senatu i bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.
Z akt sprawy, do których dotarli dziennikarze Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski podcastu „W związku ze śledztwem”, wynika, że między Adamem Bielanem, jego żoną Klaudią a jednym z głównych oskarżonych, Piotrem M., toczyła się intensywna korespondencja SMS-owa. Dotyczyła ona m.i n. projektu „Kabel”, za który spółka Piotra M. miała otrzymać gigantyczną dotację w wysokości 123 milionów złotych.
Już w październiku 2017 roku Piotr M. pisał do Adama Bielana o katarskim szejku zainteresowanym inwestycją w projekt. Prosił marszałka Senatu, by ten „załatwił szejkowi spotkanie z premierem”. Bielan odpowiadał z Bukaresztu, że może się tym zająć na początku tygodnia i przekierowywał sprawę do Anny Gębickiej, ówczesnej asystentki Mateusza Morawieckiego. Korespondencja trwała kilka dni. Ostatecznie Piotr M. potwierdził, że spotkanie z katarską delegacją odbędzie się w hotelu Bristol.
Kilka tygodni później Piotr M. wysłał Bielanowi zdjęcie z tego spotkania. Na fotografii obok siebie siedzą, Adam Bielan, Jacek Żałek, obecnie również oskarżony w sprawie NCBiR oraz Piotr M. z przedstawicielami funduszu Qatar Investment Authority. Na wysłane zdjęcie Bielan odpowiedział "kciukiem w górę".
Nie był to jedyny kanał komunikacji. Żona Bielana, Klaudia Bielan, również prowadziła wymianę wiadomości z Piotrem M. Otrzymała od niego prezentację firmy, która później otrzymała 123 mln zł z NCBiR. W odpowiedzi napisała: „Bardzo dziękuję za tę koncepcję dokumentu. Za spotkanie dziękuję”. Następnie zadeklarowała, że prześle materiały mężowi, który „teraz poleciał do Brukseli”, i szybko da znać, czy są jakieś uwagi.
Później Piotr M. pytał Klaudię Bielan o możliwość kontaktu z innym biznesmenem w sprawie inwestycji. Odpowiedziała, że „pan Adam wczoraj dzwonił do tego pana”.
Adam Bielan wszystkiego się wypiera. Twierdzi, że został „przeprowadzony” do Piotra M. przez Jacka Żałka, że spotkanie z Katarczykami miało charakter kurtuazyjny, a sam nigdy nie angażował się w projekt „Kabel”. Twierdzi wręcz, że później ostrzegał przed tym przedsięwzięciem. Tyle że te tłumaczenia stoją w jawnej sprzeczności z treścią wiadomości, które znajdują się w aktach prokuratury. Wiadomości, w których ówczesny marszałek Senatu aktywnie pomaga w organizacji spotkania na najwyższym szczeblu dla człowieka, którego spółka kilka lat później miała wyciągnąć z NCBiR 123 miliony złotych publicznych pieniędzy.
Jacek Żałek z kolei twierdzi, że Bielan i Piotr M. znali się od wielu lat, jeszcze z czasów, gdy Bielan przyjeżdżał do Białegostoku do swojej ówczesnej narzeczonej.
Pytania.
Dlaczego prominentny polityk partii rządzącej, marszałek Senatu, angażuje się w załatwianie spotkań z katarskim funduszem dla biznesmena, którego projekt kilka lat później zostaje uznany przez prokuraturę za element zorganizowanego wyłudzenia pieniędzy publicznych?
Dlaczego jego żona otrzymuje materiały biznesowe od tego samego człowieka i deklaruje, że „prześle je Adamowi”?
I dlaczego po latach, gdy sprawa wybuchła, cała odpowiedzialność zrzucana jest na Jacka Żałka, który sam usłyszał zarzuty?
Adam Bielan nie został dotychczas oskarżony. Ale materiały, które trafiły do akt sprawy NCBiR, pokazują coś więcej niż „kontakty towarzyskie”. Pokazują system, w którym prominentni złodzieje z pis byli blisko powiązani z ludźmi, którzy później próbowali, i w części przypadków udało im się, wyciągnąć ogromne pieniądze z państwowych instytucji.
Afera NCBiR to kolejny dowód na to, jak wyglądały rządy złodziejskiej partii Kaczyńskiego. Korupcja, układy, znajomości, załatwianie spraw i wyciąganie publicznych pieniędzy pod przykrywką „rozwoju”. Żadnej pracy dla Polski, nic dla Polaków, chyba, że przy okazji, można nakraść dla siebie. Tylko tym razem ślady prowadzą prosto do Bielana.
A gdyby za kradzież obcinano ręce, a za kłamstwo język, to Adam Bielan nie miałby jak dupy wytrzeć i o tym opowiedzieć.
#InstytutPrawdy