Wystarczy przeczytać dwa oficjalne komunikaty Dolnośląskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii, żeby zrozumieć, jak wyglądała akcja prokuratury w
#ZOOŁączna. Inspekcja Weterynaryjna publicznie odcina się od decyzji prokuratury i pyta, na jakiej podstawie prawnej odsunięto ją od nadzoru. To się w Polsce nie zdarza. To oznacza pożar w bu…, znaczy w cyrku, znaczy w prokuraturze.
Co mówią te komunikaty?
O tym, które zwierzęta zabrać, gdzie je wywieźć i komu oddać, decydowali prokurator i policja. Bez lekarzy weterynarii. Weterynarz był potrzebny do jednego: obsługi systemu TRACES i wystawienia papierów na wywóz 21 zwierząt, w tym tygrysa, do Holandii. Inspekcja podkreśla, że zrobiła to „na wniosek i z polecenia organów ścigania”. Nie pisze, że zwierzęta przebadano. Pisze, że takie było polecenie, i tyle.Przez dwa dni, 14 i 15 października, ponad 500 zwierząt było „w dyspozycji prokuratury”. Inspekcja nie miała tam nic do powiedzenia.
16 października fundacja, która miała się opiekować zwierzętami, rezygnuje. Pojawiają się sygnały o braku wody i karmy. Zwierzęta, które rzekomo ratowano, zostają bez opieki. Powiatowy lekarz weterynarii musi błagać prokuraturę o podstawowe informacje: które zwierzęta zatrzymano, kto się nimi opiekuje, czy ktokolwiek koordynuje opiekę weterynaryjną. Odpowiedzi brak. Bo prokuratura już zdaje sobie sprawę, w jakie g… wdepnęła.
19.10 WLW oficjalnie żąda od prokuratury wyjaśnienia, czy i na jakiej podstawie pozbawiono Inspekcję jej ustawowych kompetencji. Trochę późno na takie pytania, skoro kilka dni wcześniej czapkowali jak ta lala. I zaczynają się rodzić kolejne pytania. Kto przez te dni odpowiadał za karmienie i pojenie ponad 500 zwierząt. Dlaczego o losie zwierząt decydowano bez lekarzy weterynarii sprawujących nadzór nad zoo? I już w Świdnicy i Wałbrzychu wiedzą, że pętla się zaciska. A tak naprawdę stoją na stołku i czekają aż ktoś kopnie. Chociaż tak naprawdę kopnęli sami, idiotyczną konferencją w której najczęściej padały słowa: hejt, sabotaż, ptaszki miały źle, ale zajumalismy tygrysa. A dlaczego? Bo tak.
Dzisiaj rzeczniczka Prokuratora Generalnego przekazała, że minister
@w_zurek zlecił analizę w sprawie zoo w Łącznej. Sprawdzone ma zostać, czy zwierzęta podczas interwencji były prawidłowo zabezpieczone. Rozważane jest przeniesienie śledztwa do prokuratury wyższego szczebla. Gdy sam Prokurator Generalny każe sprawdzić działania własnych prokuratorów, coś poszło bardzo źle. Trochę jak samobójstwo z 40 ranami kłutymi pleców.
I jeszcze jedno. 8 października, pięć dni przed wejściem do zoo, odbyło się seminarium o opiniach biegłych w sprawach z udziałem zwierząt. Występowali tam prokurator ze Świdnicy, przedstawicielka NGO , a także biegła sądowa. Przypadkowo wszyscy zaangażowani potem w akcję w zoo. A może trzeba szukać jeszcze wcześniej i cofnąć się do 2 października, do VI Kongresu Praw Zwierząt? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
I na koniec crème de la crème. Prokuratura wszczyna postępowanie o ujawnienie tajemnicy śledztwa przeciwko jednej osobie, która powiadomiła dyrektora zoo o planowanej akcji. Ciekawe, czemu prokuratura nie wszczyna postępowania przeciwko samej sobie, bo przecież to ona ujawniła organizacjom tajemnicę śledztwa i plany wobec zoo, co zresztą widać jak na dłoni na screenach z grupek. A żeby tego było mało, dzisiaj na posiedzeniu komisji na pytanie
@Pawel_Salek przedstawicielka
@MKiS_GOV_PL zwaliła całą winę na prokuraturę. Aha i to nie jest hejt tylko jakby co. Tylko trochę złośliwa ocena działaności prokuratury. Dla fabuły.