Pytacie o „awarię dystrybutorów” z 2023 roku i zainteresowanie prokuratury tą sprawą. Przypomnijmy dokładnie, co się wtedy wydarzyło. To wówczas bez żadnej ustawy, podstawy prawnej, ze złamaniem procedur spółki notowanej na giełdzie, postanowiono wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych, sztucznie zaniżając ceny paliw.
1. Kto na tym stracił? Bezpieczeństwo Polski, bo głęboko naruszono rezerwy paliw. Kierowcy, którzy nie mogli zatankować, bo zabrakło paliw, a na dystrybutorach pojawiły się słynne kartki „awaria”. Rynek, bo sprzedaż prowadzona była poniżej ceny. Co by się wydarzyło, gdyby to szaleństwo trwało dłużej? W Polsce wyschłyby źródła paliw. Na tym procederze – na tej przedwyborczej akcji - straty Orlenu wyniosły 3,5 mld zł. A byłby jeszcze większe, gdyby ta sytuacja trwała dłużej.
2. Kto na tym zyskał? Nasi zachodni sąsiedzi zatankowali wtedy w Polsce ponad 80 milionów litrów paliwa.
Dzisiaj mamy do czynienia z największym kryzysem paliwowym w historii. Światowym. Wówczas „kryzysem”, z którym zarządzający Orlenem postanowili się zmierzyć, były wybory. Dlaczego taka redukcja cen i gra przeciw rynkowi musiała okazać się (i okazała się) katastrofą ekonomiczną i naruszeniem prawa? Ponieważ 1/3 konsumpcji paliw w Polsce zaspokajana jest importem. To dlatego ceny w Polsce muszą podążać za cenami gotowych paliw z globalnych rynków (notowania ropy nie mają tu znaczenia). W przeciwnym razie importerzy przestają sprowadzać gotowe paliwa do Polski. Bo musieliby je sprzedawać taniej, niż kupują.
Dokładnie tak się stało. Sprzedający poniżej rynku Orlen zatrzymał import paliw do Polski. Pisała o tym otwarcie Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego, zrzeszająca największe firmy paliwowe w kraju. To właśnie tąsSprawą zajmuje się też prokuratura.
Od początku lipca do końca września 2023 roku globalne notowania diesla wzrosły o ok. 40%. W tym samym czasie Polska była JEDYNYM krajem w UE, gdzie ceny paliw spadły. Najwyraźniej żaden inny kraj w UE nie wpadł na to, żeby tak spektakularnie zignorować prawa ekonomii.
I przypomnijmy jeszcze jedno: dzisiejszy kryzys nie wynika z cen ropy, tylko z cen gotowych paliw. Bo w mniejszym stopniu brakuje surowca niż mocy rafineryjnych i podaży paliw.