🇷🇺 Zdumiewa mnie trwająca debata na temat „wojny hybrydowej”, która uzmysławia mi, że przez ostatnią dekadę większość osób posługiwała się tym pojęciem (często je nadużywając) bez zrozumienia na czym to zjawisko polega.
Część komentatorów ubzdurało sobie, że jak „hybrydowa” to coś miękkiego, tylko dezinformacja i cyberataki… Zapomnieli przy tym o słowie WOJNA. Ataki kinetyczne od zawsze były integralną częścią tej koncepcji, której istota polega na połączeniu działań niekinetycznych z kinetycznymi w sposób skoordynowany (na poziomie taktycznym i operacyjnym) by osiągnąć efekt synergii i osiągnąć cele polityczne na wszystkich szczeblach wojny.
W mojej ocenie Rosja w dalszym ciągu prowadzi wobec nas wojnę hybrydową (konsekwentnie od 2014 r.) przechodząc do kolejnych jej faz, eskalując sytuację i korzystając w coraz większym stopniu ze środków militarnych. W dalszym ciągu (mało wiarygodnie) zaprzecza swojej odpowiedzialności, prowadzi działania dywersyjno-sabotażowe za pośrednictwem proxies i rozmywa granicę między „pokojem”, a „wojną” z czym sobie zupełnie nie radzimy w zakresie odpowiedzi ze względu na nasze uwarunkowania prawne.
Skoro w końcu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Rosjanie prowadzą wobec nas działania wojenne (choć w dalszym ciągu poniżej progu pełnoskalowego konfliktu zbrojnego) to zacznijmy też walczyć w tej szarej strefie (grey zone), a nie tylko przyjmujemy ciosy…
I co najważniejsze… skończcie z tą „fazą zero” bo czegoś takiego w rosyjskim myśleniu strategicznym nie ma… Jeszcze do niedawna twierdziłem, że jesteśmy gdzieś między fazą 1 a 2. Obecnie jesteśmy między 2 a 3…