Pani Dominiko z
@KlubJagiellonsk
Puby nie upadną przez 525 zł. Upadają przez tanią wódkę ze sklepu
Krytycy ustawy antyalkoholowej bronią pubów jako ostatnich ostoi wspólnoty. Szkoda tylko, że do obrony wybrali przepis, który lokalom prawie nic nie zabiera, a pomijają ten, który daje im realną przewagę.
W sporze o nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości pojawił się argument, który brzmi szlachetnie: podwyżka opłat za zezwolenia ma uderzyć w małe, osiedlowe puby, a przez to w więzi społeczne i tak już nadwątlone samotnością. Z diagnozą samotności trudno się kłócić. Z tym, że ustawa ją pogłębi, już tak.
Policzmy tę podwyżkę
Zacznijmy od liczb, bo to one rozstrzygają. Opłata za korzystanie z zezwolenia na sprzedaż piwa i alkoholi do 18 proc. wynosi dziś 525 zł rocznie, a na mocne alkohole 2100 zł. Nowelizacja podnosi te kwoty do 1050 i 4200 zł.
Dla pubu, który ma wszystkie trzy zezwolenia, to dodatkowe 3150 zł rocznie, czyli około 260 zł miesięcznie. Mniej więcej tyle co jeden rachunek za internet i telewizję w lokalu. Jeśli pub sprzedaje tylko piwo i wino, rocznie dopłaci 1050 zł, a więc niecałe 90 zł miesięcznie.
Jest też drugi haczyk, o którym w tej dyskusji się milczy. Kwoty stałe płaci tylko ten, kto sprzedaje mało. Lokal, który sprzedał w poprzednim roku piwa za więcej niż 37,5 tys. zł, płaci już 1,4 proc. wartości sprzedaży, a przy mocnych alkoholach powyżej 77 tys. zł obrotu – 2,7 proc. Z doniesień o uchwalonej ustawie wynika, że podwyżka dotyczy stawek kwotowych. Pub, który żyje z piwa, a nie sprzedaje go od święta, i tak jest już w systemie procentowym.
Weźmy więc najmniejszy lokal, ten z progu: 37,5 tys. zł rocznie ze sprzedaży piwa. Przy cenie 15 zł za kufel to 2500 piw. Dodatkowe 525 zł rozłożone na te kufle to 21 groszy na piwie. Jeśli właściciel podniesie cenę z 15 zł na 15,21 zł, żaden stały bywalec tego nie zauważy.
Te opłaty nie zmieniły się od prawie 30 lat. Od tego czasu ceny w Polsce wzrosły ponad dwukrotnie, więc podwyżka przywraca im mniej więcej dawną realną wartość, a nie wprowadza nowy ciężar. I jeszcze jedno: pieniądze z zezwoleń trafiają do gmin, na profilaktykę i pomoc osobom uzależnionym oraz ich rodzinom.
Ustawa jest dla pubów, nie przeciw nim
W Polsce działa około 120 tys. punktów sprzedaży alkoholu. Dwie trzecie z nich, około 80 tys., to sklepy, a tylko 40 tys. to lokale gastronomiczne. Podwyżka opłat obejmuje jednych i drugich. Jeśli więc ktoś odczuje ją mocniej, to raczej osiedlowy monopolowy z wódką na półce za 2100 zł zezwolenia niż pub z kranami.
Najważniejsza zmiana w ustawie, czyli zakaz nocnej sprzedaży, dotyczy właśnie sklepów i stacji paliw. Lokale gastronomiczne są z niego wyłączone. Po 22.00 piwo da się kupić tylko tam, gdzie się je pije przy stole, z ludźmi, pod okiem barmana. Jeśli komuś zależy na pubie jako miejscu spotkań, to jest najkorzystniejszy dla niego przepis od lat. Autorka tekstu, z którym polemizuję, sama to przyznaje, ale z jakiegoś powodu nie wyciąga z tego wniosku.
Czechy uczą czegoś innego
Przykład czeski jest dobry, tylko prowadzi do przeciwnego wniosku. W Czechach alkohol można sprzedawać o każdej porze i prawie wszędzie, w sklepach spożywczych, budkach, na stacjach i w pociągach. Nie ma tam nocnej prohibicji ani drogich zezwoleń, a piwo jest tańsze niż u nas. A mimo to hospody się zamykają.
Dlaczego? Bo Czesi coraz częściej piją w domu. W 2025 r. w lokalach gastronomicznych wypito tylko 28 proc. czeskiego piwa. Reszta trafiła do domów, głównie z tanich sklepowych zgrzewek. Puby nie przegrywają z urzędnikiem, tylko z półką w dyskoncie i kanapą przed telewizorem. To ta sama konkurencja, którą polska ustawa przynajmniej nocą ogranicza.
Europa nie robi „odwrotnie”
Lista krajów, które rzekomo idą w drugą stronę, też nie wytrzymuje bliższego spojrzenia.
Szwecja rzeczywiście obniżyła w 2025 r. akcyzę dla małych browarów. Zrobiła to jednak, zachowując państwowy monopol Systembolaget, który od dziesięcioleci jako jedyny sprzedaje w sklepach wino, mocniejsze piwo i wódkę. Sklepy są nieliczne, mają ograniczone godziny otwarcia, a w późne wieczory, sobotnie popołudnia i niedziele są zamknięte. Gdyby w Polsce ktoś zaproponował choćby połowę szwedzkiego systemu, dzisiejsza ustawa wydawałaby się przy nim łagodna. Rządowa ewaluacja z 2026 r. ocenia przy tym, że monopol i akcyza realnie ograniczają szkody.
Francja to z kolei ojczyzna loi Evin z 1991 r., jednej z najostrzejszych ustaw o reklamie alkoholu w Europie. Zakazuje reklam w telewizji i kinie, sponsoringu wydarzeń sportowych i kulturalnych, a do każdej dopuszczalnej reklamy dołącza ostrzeżenie zdrowotne. Ta sama ustawa wprowadziła we Francji zakaz nocnej sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. Francuzi wspierają bistro na prowincji, a jednocześnie od 35 lat robią to, za co dziś krytykuje się polskich posłów.
Wsparcie dla lokali i ograniczenia dostępności alkoholu w sklepach się nie wykluczają. Tak właśnie wygląda rozsądna polityka alkoholowa.
Kto zapłacił za badanie o pubach
Badanie oksfordzkie, na które powołuje się autorka, warto znać w całości. Zamówiła je CAMRA, brytyjska organizacja broniąca tradycyjnych pubów i piwa. Nie dyskwalifikuje go to, ale każe czytać je z rozwagą. Jest w nim też szczegół, który psuje tezę o „wspólnotogennej wartości alkoholu”. Bywalcy lokalnego pubu byli bardziej zaangażowani w życie społeczności niezależnie od tego, czy pili piwo, czy napoje bezalkoholowe.
Więzi buduje więc miejsce, stały stolik i znajomy barman, a nie promile. I dokładnie tego ustawa nie rusza.
Najsłabszym punktem tej krytyki jest to, co w niej pominięto. W 2023 r. w Polsce odnotowano 56 tys. zgonów, przy których alkohol był główną lub współistniejącą przyczyną. Według WHO alkohol odpowiada za 7,1 proc. wszystkich zgonów w Polsce, a wśród mężczyzn za co dziewiąty. Koszty społeczne picia PARPA szacowała na 93,3 mld zł rocznie, przy 13,4 mld zł wpływów z akcyzy.
Za tymi liczbami też stoi samotność. To samotność żony, która nie wie, w jakim stanie mąż wróci do domu, i dziecka, które uczy się nie zapraszać kolegów. To też samotność człowieka, który o siódmej rano kupuje na stacji dwie małpki. Uzależnienie niszczy więzi skuteczniej niż jakakolwiek opłata koncesyjna, a żadna z tych osób nie siedzi w pubie przy kraftowym IPA.
Nazywanie troski o te 56 tysięcy zgonów „ideologią zdrowizmu” jest nieuczciwe. Picie problemowe nie jest kłopotem klasy średniej, która zapłaci 2 zł więcej za drinka w centrum miasta. Najmocniej uderza w tych, których na droższego drinka w ogóle nie stać i którzy w pubie bywają najrzadziej.
Ratujmy puby, ale innymi narzędziami
Zgadzam się z jednym: miejsca spotkań na wsiach i w małych miastach znikają i warto je ratować. Można to zrobić na przykład tak:
- niższy czynsz w lokalach gminnych dla kawiarni, pubu albo świetlicy z wyszynkiem,
- zwolnienie z opłat dla małych lokali w miejscowościach bez innego miejsca spotkań,
- pieniądze z gminnych programów profilaktyki na miejsca, w których można spędzić wieczór bez alkoholu albo z jednym piwem, a nie z sześcioma.
Takich pomysłów nie trzeba jednak bronić kosztem przepisów, które ograniczają nocne kupowanie wódki w sklepach. Te dwie sprawy nie stoją ze sobą w sprzeczności.
Śpieszmy się kochać puby, owszem. Ale nie udawajmy, że największym zagrożeniem dla nich jest dodatkowe 21 groszy na kuflu.
USTAWA ANTYALKOHOLOWA JEST ANTYSPOŁECZNA. STOI ZA NIĄ IDEOLOGIA „ZDROWIZMU”
W mediach nowelizacja przedstawiana jest bowiem przede wszystkim w kontekście nocnej prohibicji, ewentualnie zakazu reklamy alkoholu. Znacznie mniej mówi się o proponowanym dwukrotnym podniesieniu opłat za zezwolenie na jego sprzedaż: z 525 do 1050 zł w przypadku napojów zawierających do 18 proc. alkoholu oraz z 2100 do 4200 zł w przypadku tak zwanych mocnych alkoholi.
💎Taka zmiana w oczywisty sposób uderzy w wyszynk. O ile duże, modne miejsca w centrach miast prawdopodobnie sobie z tą podwyżką poradzą, przerzucając jej koszt na klientów, głównie przedstawicieli klasy średniej i wyższej, którzy zapłacą więcej za butelkę wina czy drinka, o tyle znacznie trudniej będzie przede wszystkim małym, lokalnym pubom.
♦️Mówię o miejscach, które z mojej perspektywy są jedną z ostatnich ostoi budowania miejscowych wspólnot. I właśnie dlatego uważam, że proponowane dziś rozwiązanie wcale nie ma prospołecznego charakteru. Wręcz przeciwnie – jest antyspołeczne, a konsekwencje tak skonstruowanej ustawy sięgają znacznie głębiej niż mogłoby się na pozór wydawać. Uderzą w więzi społeczne, których erozja od dawna osłabia polskie społeczeństwo.
💎Chodzi o zjawisko, które naukowcy określają mianem społecznej atomizacji. Choć zazwyczaj nie lubię posługiwać się tak uczonymi terminami, ten wyjątkowo trafnie oddaje istotę problemu: jako społeczeństwo rozpadamy się na atomy.
♦️Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia około jedna na sześć osób na świecie doświadcza samotności, a problem tylko narasta, szczególnie w bogatych krajach Zachodu, do których przecież należymy.
💎Sama wolne weekendy często spędzam w Czechach, gdzie piwo jest tańsze, a kultura karczmowania dalece bardziej rozwinięta. Czesi przyzwyczajeni są do tego, że po pracy po prostu wychodzą do hospudek, gdzie przesiadują przy piwie – w grupach lub samotnie. Co ciekawe, rzadko widuje się kogoś, kto wyciąga z kieszeni telefon. Ale również i tam jest coraz drożej, a wiele lokali zamyka się z powodu braku rentowności.
♦️W ciągu ostatnich pięciu lat, do początku 2026 r., liczba takich miejsc zmniejszyła się o jedną piątą. Jak podają miejscowe media, szczególnie zagrożone są wiejskie hospody. Niemniej, u naszych sąsiadów toczy się obecnie szeroka debata na temat tego, jak wesprzeć karczmarzy.
💎Dlaczego? Ponieważ dostrzega się, że takie lokale służą podtrzymywaniu kontaktów i budowaniu poczucia wspólnoty. Słowem: docenia się ich rolę w przeciwdziałaniu atomizacji właśnie. Niektóre samorządy próbują nawet wspierać tego typu miejsca, obniżając czynsze, przekazując lokale pod zarząd gminy, a nawet zapewniając mieszkanie osobie, która taką hospudkę prowadzi.
♦️Postulaty samych karczmarzy i przedstawicieli lokalnych browarów, dotyczące ratowania kultury hospod, trafiają do polityków i cieszą się dużym poparciem społecznym. W Polsce natomiast – co wyraźnie pokazuje aktualna debata – rodzimych browarników określa się, również w wypowiedziach lewicowych polityków i publicystów, mianem „lobby alkoholowego”. Taka etykieta ma oczywiście budzić negatywne skojarzenia i zdyskredytować ich postulaty, zanim jeszcze ktokolwiek podejmie z nimi merytoryczną rozmowę.
💎Tymczasem podobne dyskusje przetoczyły się przez wiele europejskich krajów. W Wielkiej Brytanii jedną z pierwszych decyzji nowego premiera było obniżenie podatków dla pubów. Takie zmiany wprowadził – uwaga! – lewicowy rząd. Bowiem, jak przekonywał Andy Burnham, pub to „kręgosłup lokalnej społeczności” i ważna część kultury klasy pracującej.
♦️Niestety dziś każdy, kto – podobnie jak ja w tym tekście – krytykuje choćby niektóre zapisy procedowanej ustawy, podkreślając na przykład wspólnotogenną wartość alkoholu, ryzykuje natychmiastowe przypięcie łatki alkoholika. Albo co najmniej człowieka słabej woli, który bierze udział w rozpijaniu narodu. Co ciekawe, osoby, które jeszcze chwilę temu podkreślały, że nie wolno stygmatyzować osób uzależnionych od alkoholu – i że zamiast „alkoholika” należy mówić „osoba w kryzysie alkoholowym” – dziś bardzo chętnie posługują się ów słowem „alkoholik”, używając go jako obelgi wobec swoich oponentów.
💎Podłożem tego typu moralnych panik i blokowania sensownej debaty publicznej może być ideologia zdrowizmu, wedle której nieustanne dbanie o swoje ciało (w tym wątrobę) ma być moralnym obowiązkiem każdego z nas. Ten dyskurs jest bardzo klasowy, a w swej istocie także hegemoniczny, co oznacza, że trudno podjąć z nim polemikę. Ja jednak wciąż próbuję, chociaż zostałam już przez antyalkoholowych aktywistów odsądzona od czci i wiary.
💎W czasie, gdy współczesne społeczeństwa zmagają się z osłabieniem więzi sąsiedzkich, samotnością i przenoszeniem coraz większej części życia do świata cyfrowego, dobra polityka publiczna powinna odróżniać problemowe picie od okazjonalnego spotkania ze znajomymi, a także brać pod uwagę rolę miejsc, w których ludzie nawiązują i podtrzymują relacje. Jednak obserwując obecny kierunek zmian, powiem tylko: „Śpieszmy się kochać puby…”.
👉Dominika Soszyńska wskazuje na ryzyko osłabienia więzi społecznych w wyniku zaostrzenia polityki alkoholowej ->
klubjagiellonski.pl/2026/10/…