Muszę przyznać, że ta awantura turecko-azerbejdżańska to wyjątkowo ciekawe uniwersum 🙃
Tylko w ciągu ostatnich 24-godzin widziałem na tym pięknym portalu algorytmicznym posty:
✅ oskarżające Imperium Osmańskie o to, że nie chciało Armenii na swoim terytorium, więc utworzyło ją na terytorium Azerbejdżanu, a tak w ogóle to nikt tam nie chciał niepodległego Azerbejdżanu (to na podstawie jakiegoś tekstu)
✅ oskarżające Azerbejdżan, że zaognia relacje z Turcją, bo wie, że ich zaprzyjaźnione państwo, Izrael, wkrótce zaatakuje Turcję (kto wie, na jakiej podstawie)
✅ oficjalne dementi ze strony ambasady Turcji w Baku pojawiającej się w azerbejdżańskich mediach pogłoski, że Hakan Fidan chciał podsycić napięcia wewnętrzne w Azerbejdżanie
✅ przedstawiające obrazki, na których Azerbejdżan wygania z ciała Turcji hmmm ducha islamizmu (?)
✅ pisane przez konta sugerujące pochodzenie z Turcji i Armenii, a wskazujące, że to wszystko to szopka, która ma uniemożliwić otwarcie granicy między Turcją a Armenią i ogółem pogrzebanie normalizacji między Armenią a Azerbejdżanem.
W ubiegłym roku - zarówno podczas wyjazdów do Turcji, jak i Azerbejdżanu - poświęciliśmy wraz z
@Woj_Gorecki i
@zu_krzyzanowska pęknięciom w stosunkach między Ankarą a Baku sporo czasu. Dostawaliśmy różne odpowiedzi - ja np. miałem okazję uczestniczyć w konferencji prezydenta Alijewa, który raczej bagatelizował potencjalnie negatywny wpływ dobrych stosunków między Baku a Tel Awiwem na relacje z Ankara, wskazując, że Azerbejdżan jest przydatny jako mediator między Turcją a Izraelem.
Docierały też do nas jednak głosy, że w Ankarze rośnie zniecierpliwienie polityką Baku - nieprzejednaniem w kwestii warunków normalizacji z Erywaniem czy otwarcia granicy między Turcją a Armenią - nawet jeśli nie widać go w oficjalnych oświadczeniach.
Słyszeliśmy też całkiem fantastyczne - przynajmniej tak nam się zdawało - pogłoski, że pod koniec roku to z kolei Baku apelowało do Ankary o pozytywne względem Armenii gesty.
A w tzw. międzyczasie raz na jakiś czas do przestrzeni publicznej przedostawały się sygnały wysyłane przez Azerbejdżan, który komunikował Turcji, że nie zamierza być „młodszym bratem”.
Wszystko to składało się na dość jasny obraz - między Ankarą a Baku kipi, a przy asertywności Azerbejdżanu (w kolejnym poście odsyłam do komentarza Wojtka Góreckiego) pewnie kiedyś wykipi.
Nie sądzę, żeby ta barwna awantura pogrzebała sojusz Ankary i Baku. Jej przebieg - wraz z emocjami podsycanymi na platformach algorytmicznych - jest jednak spektakularny jak na relację „dwóch braciszków”. Ciekawym uwarunkowaniem jest też presja, pod jaką działają tureccy politycy - tak to już jest, że granie religią do mobilizacji elektoratu może okazać się mieczem obosiecznym i czasem wywierać presję również na grającym (case relacji z Izraelem czy Hagii Sophii). Ta presja podnosi stawkę dla tureckich polityków, którzy jdnoczesnie zmagają się z kontrowersjami wywołanymi przez tamtejszy skandal na giełdzie, w który byli zamieszani politycy partii rządzącej.
Pewnie zatem jeszcze przez chwilę poobserwujemy wymianę ciosów, która zakończy się (zawiesi się?) rozmową liderów.
A wszystko to będziemy dla Was omawiać już wkrótce na łamach
@OSW_pl.