Krótko mówiąc mamy przepierdolone i żadna partia nas nie uratuje. Szkoda cywilizacji.
To koniec. Jesteśmy skończeni.
Nikt nas nie uratuje, bo nie ma kto nas uratować. Cały mainstream, główne partie polityczne, potężne media, elity, salon, biznes, zdegenerowana kultura. SYSTEM.
Algorytmy niemal wszystkich, głównych mediów społecznościowych, robiące młodym ludziom lewacką papkę z mózgu, zanim ten się w pełni ukształtuje. Uczące nienawiści do swojego kraju, jego historii, religii i kultury.
Nie uratują nas "prawicowi" politycy, ponieważ takich już dziś nie ma. Le Pen we Francji wyznaje poglądy, które 10 lat temu uznalibyśmy za mocno lewicowe.
Niemiecka "faszystka", przewodnicząca AfD dosłownie należy tęczowego towarzystwa i jest w związku z kobietą, która nie należy do naszego dziedzictwa i kręgu kulturowego, więc powinna być co najwyżej turystką, podziwiającą na wakacjach nasz dorobek.
Włoska specjalistka od przemów na miarę Mussoliniego, która miała niemal zatapiać przypływające na włoskie wybrzeża pontony z Afryki... zwiększyła skalę imigracji do kraju jej przodków. Jednego z symboli i założycieli naszej cywilizacji.
Nie uratuje nas wujek Sam zza oceanu. Wielki i straszny dla lewaków Trump, który nawet z Teksasu robi hinduską enklawę, wciąż wydaje masowo wizy pracownicze, bo pażet to dobry i posłuszny pracownik.
A że pójdzie się wysrać na ulicę zamiast do kibla, umyć się i uprać rzeczy w rzece, wyrzuci do niej śmieci, to szczegół, jego kultura, którą powinniśmy szanować i poświęcenie, na które ten biznesmen, udający prawackiego polityka jest gotów.
Jego zastępca i być może przyszły prezydent USA ma żonę z Indii i dzieci, które nie wyglądają w ogóle jak on. Więc nie pokładałbym wielkich nadziei na zmianę kursu.
Nie uratuje nas polska "prawica", debatująca o tym, która imigracja, z którego śmietnika jest dobra i akceptowalna na tyle, żeby nie zostać posądzonym o brunatność i faszyzm. Choć i tak jest o to posądzana przez mainstream przy każdej możliwej okazji.
Póki co, ustami "prawaków" takich jak Ziemkiewicz i potajemnymi spotkaniami Brauna z hinduskimi agencjami pracy ustaliliśmy, że Hindusom mówimy TAK.
Choć tak naprawdę nie wiemy z kim oraz ile podobnych spotkań zaliczają politycy tacy jak Braun.
Współpracownik Menztena prowadzi biuro pośrednictwa pracy dla cudzoziemców. Sprowadzani są nawet Pakole. Pani europosłanka Ewa wypowiada się w samych superlatywach o legalnej imigracji, bo mudżin z papierem to coś zupełnie innego, niż mudżin bez papieru.
O Pissie ciężko mówić jak o partii prawicowej, bo nawet Razemici u władzy nie potrafiliby wykręcić takich liczb przyszłych Polaków z Bangladeszu czy Uzbekistanu, jakie wykręcili oni.
W Krakowie czy Katowicach powstają pierwsze NibyNieMeczety i tylko czujność mieszkańców oraz nagłośnienie w social mediach spowalnia ten nieunikniony proces.
Nikt nas nie uratuje, a my możemy się tylko przyglądać, powoli wymierać i być zastępowani, bo ważniejsza jest obecnie obowiązująca religia na Zachodzie, czyli pogoń za mamoną.
Śląska dziura, do której wróciłem po kilkunastu latach za granicą, miała ponad 200 000 mieszkańców, gdy się w niej rodziłem w latach 80. Dziś jest to niewiele ponad 100 000.
Nikt nie jest zainteresowany rozmową o tym, że wyludniająca się Polska, to wcale nie musi być negatywne zjawisko i że da się zorganizować życie społeczno-ekonomiczne w kraju, który dziś ma 38 mln mieszkańców, a za parę dekad będzie mieć 25 mln.
Ale rozmów nie ma w tym PKBistanie, który żeby się utrzymać na powierzchni, to wymaga podmianki etnicznej, narodowej tubylców i wmawiania nam, że dzieci i wnuki napływowych będą takimi samymi Polakami jak my, bo będą płynnie szprechać po polsku.
A jak widać po Francji i generalnie całym zachodzie, wspólny język to zdecydowanie za mało, by należeć do naszego kręgu kulturowego, utożsamiać się i szanować nasze dziedzictwo, wypracowane krwią i potem przez naszych przodków.
Na koniec i tak będą machać algierskimi czy palestyńskimi flagami.