Państwo Urzędnicze
===============================
·6 godz. temu
To jest naprawdę mocna historia, która odbija się szerokim echem we Francji ponieważ przełamuje tabu. Do studia telewizyjnego Les Grandes Gueules, zadzwoniła roztrzęsiona kobieta, aby opowiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło. Jest umiarkowaną muzułmanką, ma ekskluzywny butik na drogiej ulicy w Marsylii, na który pracowała całe życie. W sobotę razem z rodziną pojechała go bronić, nie było na to szans, straciła wszystko. Ulicę zaatakowała armia, a ona przerywa milczenie twierdząc, że to "jej społeczność".
Zachęcam do końca, końcówka najmocniejsza:
"Jestem najbardziej odpowiednią osobą, żeby opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w sobotę. Po pierwsze, mój sklep znajduje się w Marsylii, jestem dokładnie na ulicy [Grignan/Breteuil], przy której były sklepy Rolexa, Hermèsa, Louis Vuittona. Byłam tam. Podjęłam decyzję, żeby nie otwierać. A potem, kiedy zobaczyłam, że włączyły się moje alarmy i sprawdziłam kamery razem z mężem – cóż, to w końcu praca całego życia – zdecydowałam się pojechać tam z rodziną, spróbować bronić mojego sklepu.
Kiedy dotarłam na miejsce... Przekazałam Waszej redakcji nagrania wideo. Na pierwszym filmie widać, że wybebeszyli mój butik, widać też policjantów, którzy zatrzymali jakieś osoby, zabierają je, ale zostawili mój sklep z rozwalonym wejściem. A na drugim filmie widać już, jak wszyscy po prostu wchodzą i się częstują. Kiedy dotarłam na tę ulicę... Łapałam tych ludzi. Zostałam pobita przez jednego pana, który wymierzył mi cios pięścią, i lekarz wystawił mi zwolnienie na 15 dni (ITT). Zostałam poturbowana. Angażowali się ludzie, którzy mnie bronili. Na ulicy wszyscy ruszyli do grabieży, a ja próbowałam odzyskać moje rzeczy. Odzyskałam może z 4 kartony. Próbowaliśmy bronić sklepu, ale byłam tam na pierwszej linii.
Chciałam odpowiedzieć temu panu, który siedzi z Panem w studiu i wyjaśnić mu, co naprawdę się wydarzyło. Pana tam nie było, Panie, nie widział Pan tego, co widziałam ja. Ja przeżyłam wojnę domową! Złodzieje byli uzbrojeni! Złodzieje uzbrojeni w noże, w nożyki do tapet... Młodzi ludzie bili się przed moim sklepem o torebki Hermèsa i Louis Vuittona. Złodziej okradał złodzieja! Byliśmy otoczeni z prawej i z lewej strony przez ludzi, którzy przychodzili dokończyć dzieła i doszczętnie ograbić sklep. Zabarykadowaliśmy się z przodu tym, co znalazłam w środku... Nie można mówić, że tam było 200 czy 300 osób. To nieprawda. Tam były tysiące ludzi!
Przyjechałam wczoraj, stałam przed moim sklepem od godziny 14:30 do 18:00. Nie widziałam żadnego, patrolu policji! Nikogo!
O 18:00 przeszło dokładnie dwudziestu żandarmów z CRS. Mam nagrania, mam wszystko. Schodzili ulicą, próbowali ich spychać, ale co oni mogli zrobić w dwudziestu ludzi? Nikogo wcześniej nie było!
I powiem Panu coś jeszcze lepszego, bo to jest wisienka na torcie: mój sklep znajduje się tuż obok sądu w Marsylii. Dokładnie obok. I w tym sądzie... oni się zabarykadowali w środku! Powiedzieli, że nie mogą interweniować. O, proszę bardzo! To znaczy, że ja jestem naprzeciwko sądu i tych wszystkich luksusowych butików, a nawet w sądzie nikt nie mógł interweniować, bo byli zabarykadowani, zamknięci i tyle...
[Prowadzący:] Wysłała Pani maila, że czuje się Pani porzucona?
[Fatma:] Nie, nie, nie, nie tylko porzucona. Sama robiłam za ochronę razem z mężem, jego kolegami i moimi siostrzeńcami. Próbowaliśmy ich odpierać ze strachem w oczach. Bałam się, że to się skończy tragedią.
To potworne, ale nie mam nic do ukrycia: 80% z nich to moja społeczność. I wstyd mi to mówić, bo chciałabym móc opowiedzieć o mojej drodze życiowej. Pochodzę z 15. dzielnicy, z północnych dzielnic Marsylii. Walczyłam o swoje, pracowałam poza Marsylią, zarobiłam te pieniądze. To wszystko to były moje oszczędności. Moje oszczędności, całe moje życie! Nie dostałam tych pieniędzy ot tak, one nie urosły na drzewach. Wstawałam rano do pracy. Mam dziecko, nastolatka, który jest straumatyzowany, widzi mnie codziennie płaczącą i nie wie już, co mi mówić. Powtarzam mu tylko: „Nic się nie stało, synu, to tylko rzeczy materialne, to tylko materiał”. No dobrze, to są rzeczy materialne, ale zadzwoniłam w sobotę do pomocy ubezpieczeniowej i usłyszałam: „Na razie radźcie sobie sami, własnymi środkami”.
A dziś rano powiedziano mi...
Wynajęłam firmę ochroniarską na 48 godzin. Miasto przyjechało zabarykadować mi sklep wczoraj wieczorem o 18:00, od tamtej pory nie śpię. A dziś rano usłyszałam: „Proszę niczego nie ruszać, nie interweniować”. To znaczy, że co mam robić? Nic już nie rozumiem. Zresztą w tym momencie nie mam nawet żadnych środków finansowych, żeby zacząć od nowa. Wszystko mam wyczyszczone,"