Niesamowita ewolucja Michaela Jordana pozwoliła mu pozostać najlepszym ➡️
bit.ly/wsqn-atlaskoszykowki
"Gdy w 1987 roku po raz pierwszy zdobywał tytuł króla strzelców ligi, był 24-letnią maszynką do wsadów. Kiedy zaś 11 lat później po raz ostatni powtarzał ten wyczyn, mieliśmy już do czynienia z kompletnie innym zawodnikiem", pisze Kirk Goldsberry w książce "Atlas koszykówki".
Autor podkreśla, że o wielkości Jego Powietrzności nie świadczą wyłącznie wielkie osiągnięcia, ale też umiejętność ewolucji i adaptacji do zmieniających się warunków.
Fragment książki 📚
Nie zdobędziesz dziesięciu tytułów najlepszego strzelca i sześciu mistrzostw ligi, jeśli twoja gra nie ewoluuje. Wielu trenerów krzywiło się na próby z odchylenia, bo uważali, że nie należy oddawać rzutu, gdy oddalasz się od kosza. Choć Jordan brał to pod uwagę, gdy nagrywał filmiki szkoleniowe, zauważał też, że przy odpowiednim treningu takie zagranie może się stać niezawodną bronią. Jedną z oznak wielkości jest umiejętność łamania przyjętych schematów w drodze po sukces, a jordanowski rzut z odchylenia jest bardzo ważnym przykładem takiego właśnie kroku w zawodowym baskecie. Gwiazdor Bulls zmienił koszykówkę w drodze po te trzy późniejsze mistrzowskie banery wiszące pod dachem hali w Wietrznym Mieście.
Liczby dotyczące rzutów z wyskoku Jordana w sezonie 1996/97 ukazują zarówno to, w jak wielkim stopniu na nich polegał, jak i jego skuteczność w tym elemencie. Czucie gry, technika oraz atletyzm umożliwiały mu tworzenie sobie pozycji rzutowych w zasadzie w dowolny sposób przeciwko każdemu obrońcy w lidze. Lider Bulls jednak był nie tylko najchętniej rzucającym za 2 graczem na świecie. Był w tym także najlepszy. Rzućcie okiem na te statystyki:
- W sezonie 1996/97 Mitch Richmond plasował się na drugim miejscu w lidze pod względem liczby celnych rzutów z półdystansu. Miał ich na koncie 389. Jordan trafił ich 588!
- Spośród 53 graczy NBA, którzy w tamtych rozgrywkach wykonali przynajmniej 400 rzutów z półdystansu, MJ był trzeci, jeśli chodzi o skuteczność, trafiając 48,9 procent z ponad 1200 oddanych prób. Tylko Chris Mullin i Glen Rice notowali wyższą skuteczność. Dla porównania: Reggie Miller, którego powszechnie uważa się za najlepszego strzelca tamtych czasów, trafił w tamtych rozgrywkach 43,4 procent z oddanych przez siebie 712 rzutów z półdystansu.
Miller był lepszy od Jordana w trójkach, ale w latach 90. najważniejsze rzuty z wyskoku oddawano z bliższej odległości. Entuzjaści koszykówki znacznie rzadziej niż dzisiaj używali słowa „wydajność”, lecz liczby dotyczące rzutów gwiazdy Bulls z półdystansu nawet z dzisiejszej perspektywy wyglądają imponująco. Jednak, jako że kariera sześciokrotnego mistrza NBA przypadła na czasy, gdy analiza statystyczna była znacznie mniej skomplikowana, skuteczność jego prób z wyskoku – niezwykle istotna część geniuszu tego zawodnika – w dużej mierze nam umknęła.
Gdy po roku 2000 terminy takie jak „wydajność” przeniknęły z artykułów na temat biznesu do działów sportowych, zmieniły się również ramy, w jakich oceniamy sportowców. Na szczęście lub nie, szczyt kariery Jordana przypadł na czasy przed filmem Moneyball i wywołaną przez niego rewolucją. Wobec natłoku danych liczbowych, które towarzyszą obecnie każdym rozgrywkom w zawodowym sporcie, kwestie finansowe stały się niezwykle istotne. Megagwiazdy NBA są teraz powszechnie nazywane „aktywami”, bezustannie ocenia się ich wartość, a podcasterzy lubują się w propozycjach kupna lub sprzedaży „towaru”, jakim są zawodnicy. Od czasów Jordana analiza basketu oddaliła się od poetyki Marsa Blackmona w kierunku podejścia rodem z Wall Street stosowanego przez autora książki Moneyball. Nieczysta gra, Michaela Lewisa, a jednym z aspektów decydujących o kształcie współczesnej NBA jest to, że pojęcia takie jak „wydajność” stają się synonimami „wielkości”.
W sezonie 1996/97 Jordan był pierwszy w klasyfikacji najlepiej punktujących z półdystansu graczy i trzeci pod względem skuteczności takich rzutów mimo niewygodnej prawdy, że musiał mecz w mecz oddawać niewiarygodne wręcz próby przeciwko czołowym obrońcom ligi. Chris Mullin i Glen Rice także byli niesamowicie utalentowani, ale nie skupiały się na nich wszystkie pary oczu we wszystkich halach, w których się pojawiali. A na Jordanie tak. Każdy obrońca i każdy trener w lidze najbardziej na świecie pragnął stłamsić Jordana. Sprawiał, że wszyscy, grając przeciwko niemu, dawali z siebie maksimum, lecz notowane przez niego liczby pokazują, że rywale po prostu nie potrafili go powstrzymać. W 1997 roku w NBA byli Michael Jordan i cała reszta.
***
Książkę Kirka Goldsberry'ego "Atlas koszykówki. Jak zmieniała się NBA" znajdziesz w naszej księgarni 👉
bit.ly/wsqn-atlaskoszykowki
@Pacuda @Karol__Sliwa @fkapica @Sobriquet84 @matbabiarz @HirekWrona @Zielony666