Dzielnym patriotom gotowym pójść do okopu już teraz chciałbym zwrócić uwagę, jak wygląda obecny dialog o obowiązku obrony ojczyzny.
A wygląda on tak, że nikomu nie chce się nawet udawać, że jesteśmy dla nich czymś więcej, niż mięsem armatnim. Brakuje konkretnych gwarancji, że będziemy mieli służbę zdrowia, która pomoże nam, gdy wrócimy z wojny jako inwalidzi. Brakuje jakiegoś dialogu o zasiłkach i rentach dla weteranów. Brakuje jakichś zapewnień, że jeśli dron pierdolnie w nasze mieszkanie, jak my będziemy siedzieć w okopie, to nie będziemy musieli nadal spłacać za nie kredytu.
Ba, brakuje nawet jakichś mglistych zapewnień, że będzie dobrze, a my będziemy mieli do czego wracać. Brakuje szacunku do ludzi, których już teraz chce się wpakować w kamasze i odesłać na poligon. Wszyscy uważają za naturalne, że mamy oddać życie jako żywe tarcze dla lepszych i ważniejszych obywateli tego kraju.
Jedyne, na co stać Panów Patriotów i Panie Patriotki, to połajanki, mgliste groźby (“I tak nie uciekniecie”), wymyślanie nowych represji i odwoływanie się do ideału męskości. Jest też dużo cytatów z konstytucji, jakby ona kogoś jeszcze obchodziła, i dużo pouczeń o tym, jak być dobrym obywatelem.
Jak tak nas traktują już teraz, to jak potraktują po wojnie — jak już będziemy słabi, przeorani psychicznie i nikomu niepotrzebni?