Trochę cicho o rezultatach dealu 🇪🇺🇨🇳 na rynku auto. A to spory ciężar gatunkowy...i spory sukces Europy. Dwie duże, ziejące dziury zostały w dużym stopniu zatkane.
Cap na 350k PHEV i HEVów (+6% rocznie) de facto oznacza marginalizację hybryd wyprodukowanych w Chinach na europejskim rynku auto.
Dlaczego? Bo Unia udostępnia realnie jakieś +/- 3,2 chłonności całego europejskiego rynku auto (a gdyby tego nie zrobiła mogłaby stracić pewnie i 10-15%). Ponadto biorąc pod uwagę, że PHEVy i HEV to technologie przejściowe (w kontekście trajektorii całego rynku samochodowego) do pełnych BEVów, limit zostaje wprowadzony w momencie największego popytu (za 10-20 lat całkiem zniknie).
[Swoja drogą zastanawiam się jakie w takiej sytuacji będzie wsparcie techniczne dla chińskich aut HEV i PHEV w Europie. Kilkunastu producentów, marne kilkaset tysięcy aut rozsianych po całym kontynencie i brak perspektyw na wzrost popytu. Szczególnie problem może dotknąć bardziej niszowych producentów - JAC, Dongfeng, Jetour??? etc.]
Natomiast same BEVy dostały cła już w roku 2024. I jak widać na wykresie nr. 2 - działają one całkiem nieźle. Przez te dwa lata, udział wyprodukowanych w Chinach elektryków spadł o 5pkt.%. Spadki dotyczą nie tylko europejskich/amerykańskich marek produkowanych w Chinach (Tesla, Skoda, BMW), ale także mocno dotowanego przez rząd SAICa. Wolumenowo również jest to poziom zbliżony do 350k. Łącznie Chiny dostają jakieś 7% europejskiego rynku auto na teraz.
Oczywiście to nie "pora na CS-a".
1) Należy monitorować dalej czy ustalone cła na poszczególne marki EV alej są optymalne (BYD?). Tym bardziej, że nie ma człowieka, który zna je wszystkie.
2) Chiny mogą próbować wejść oknem - produkcja w Turcji, Tajlandii, Maroko, i eksportować do Europy (choć według informacji z 12 października limit może obowiązywać także innych partnerów handlowych)
3) Albo mogą rozgościć się na europejskim podwórku.
Fabryki Chery i MG/SAIC w Hiszpanii, czy BYD w węgierskim Szegedynie dopiero są uruchamiane, ale jak nie będzie nad tym kontroli szybko mogą urosnąć w skali, a obok nich pojawić się kolejne.
Zakazać zatem? Niekoniecznie. Wystarczy transfer technologii, europejskie zespoły R&D, łańcuchy dostaw zlokalizowane w pełni w Europie...jednym słowem wszystko to, czego Chińczycy domagali się od producentów europejskich, gdy ci wchodzili do Chin.
Ktoś powie - za mało. Wyciąć w pień i do widzenia. Hold your horses. Oprócz oczywistego rewanżu ze strony Pekinu należy również docenić mobilizujący wpływ chińskiej konkurencji na europejski rynek auto (którego, w mojej opinii, pozytywne efekty widzimy choćby na pokazach w Paryżu), a także po cenach katalogowych europejskich aut.
Żal nad brakiem tego efektu w Stanach wyrażał chociażby
@Noahpinion (innymi słowy - domagał się pewnego otwarcia na chińskie auta).
A to wszystko zrobione w jakże eleganckim stylu - dobrowolnej ugody ze strony przeciwnika. Czyż nie taki sposób prowadzenia spraw, za radami Sun Tzu, zazwyczaj doceniany jest u Chińczyków?