Parę słów ode mnie z okazji rocznicy III rozbioru Polski:
Po pierwsze post Pana Marszałka polecam ze względu na bardzo bliskie mi krytyczne spojrzenie na własne gniazdo i własne działania, a nie pretensje do innych, że robią, co chcą (o tym za chwilkę).
Tylko próbując podważyć wszystko, można odkryć, czego podważyć się nie da, a krytycyzm względem samego siebie, tak na poziomie jednostki, jak i państwa, jest jedyną drogą do sukcesu.
Po drugie jest w nas sporo pretensji do innych, które w żaden sposób nie są rozwiązaniem i do niczego nie prowadzą, bo nie mamy na działania jnnych wpływu.
Dotyczy to zarówno państw nam wrogich, jak i neutralnych, ale też sojuszników.
Ten realizuje swój interes, ten jest sojusznikiem, ale czemu robi tak mało dla Polski, tamten jest sojusznikiem, ale niepewnym.
Wnioski te przedstawia się jako odkrywcze, ale nie prowadzą one donikąd.
Podstawowe pytanie brzmi:
co Polska wtedy zrobi?
To jest ważniejsze.
I to jest niestety trudniejsze niż się oburzyć, wytknąć, że ktoś źle robi itd.
Po trzecie naszymi częstymi wnioskami z zaborów są "wnioski" względem Rosji i Niemiec.
A to, że to wyzwanie, a to, żeby nie ufać, a to, że chcą wpływów.
Wszystko to w zasadzie oczywistości.
Bo komu niby w polityce "ufać"?
Kto nie chce wpływów?
Ważniejsze jest to, że niestety nasze rozważania o „dwóch głównych” sąsiadach są częstokroć absurdalne, kłamliwe wręcz, bo łatwo bazować na negatywnych emocjach mówiąc o nich, są rzucaniem się od ściany do ściany i brakiem umiejętności odnalezienia się w różnych sytuacjach z tymi dwoma stolicami.
W czasie napięć mówimy, że to dobrze, jak Rosja z Niemcami biorą się za łby (choć nie bardzo umiemy zdefiniować, co z tego mamy), a kiedy idzie ku porozumieniu, zawsze widzimy w nim zagrożenie, niezależnie od warunków.
Anglosasi zaś, kiedy jest potrzeba konfrontacji z Rosją czy Niemcami klepią nas po plecach, przyznają "rację", którą tak kochamy mieć, a kiedy potrzeba dogadać się z nimi, robią z nas wariatów, przeciwników porozumienia, germanofobów i rusofobów.
To wciąż lekcja do odrobienia.
Po czwarte i ostatnie - czy wyciągnęliśmy wnioski z zaborów?
Moim zdaniem niestety nie.
Czy utracimy w związku z tym niepodległość?
Moim zdaniem również nie, ale nie wiem, czy tylko dlatego, że nikt nie ma zamiaru bądź siły tej niepodległości zabierać.
Wciąż za mocno pokładamy wiarę w obce stolice, ufamy im wręcz mocniej niż innym partiom w Polsce, co jest glupotą, absurdem i niestety kalką sprzed 150 lat.
Ktoś powie, że nasze spory, ta cała wojna polsko-polska są podobne do tych, z jakimi boryka się cały Zachód i będzie mieć rację.
Ja zadam wtedy pytanie:
czy Polska aby na pewno jest w takiej samej sytuacji jak „cały Zachód”, że może sobie na to pozwolić?
Politycy lubią nam powtarzać, że sytuacja międzynarodowa jest najniebezpieczniejsza od końca II wojny światowej.
Po ich działaniach i wiecznej zabawie w piaskownicy, wykorzystywaniu polityki zagranicznej do celów wewnętrznych, średnio to widać.
Czego życzyć Polsce w ten dzień?
Być może po prostu w miarę spokojnego przejścia przez obecne czasy, żebyśmy w nowym światowym porządku dalej się rozwijali, a może znaleźli się w tej hierarchii państw odrobinę wyżej.
I wiecznego przypominania, że nikomu, ale to absolutnie nikomu poza Polakami, nie będzie nigdy zależeć na Polsce.
Tylko tyle i aż tyle.
231 lat temu, 24 października 1795 roku, Rosja, Prusy i Austria przypieczętowały III rozbiór Polski.
Nie oddaliśmy wolności bez walki. Przeciwnie. Walczyliśmy mężnie i do końca. Była to jednak walka skazana na porażkę wobec miażdżącej przewagi wrogów i niekorzystnej sytuacji międzynarodowej.
Przywykliśmy większość odpowiedzialności za rozbiory zrzucać na państwa zaborcze, które siłą i wbrew prawu wymazały nas z mapy Europy. Jednak upadek potężnego niegdyś państwa poprzedziły dekady osłabiania władzy państwowej, paraliż ustrojowy, zaniedbania w rozwoju armii, rozkład finansów publicznych oraz zdrada części elit, które własne interesy przedkładały nad dobro wspólne. Słabości te wykorzystywały i pogłębiały sąsiednie mocarstwa, ingerując w polskie sprawy bezpośrednio lub poprzez podporządkowane sobie elity. Gdy podjęto próbę naprawy państwa, znalazły się środowiska gotowe szukać pomocy przeciwko własnej ojczyźnie u obcych.
III rozbiór zamyka w dziejach naszej państwowości okres, który daje zarówno powody do dumy, jak i do głębokiej refleksji. Wiemy, że państwo chcące istnieć i prowadzić niezależną politykę wymaga roztropnego i zdeterminowanego rządu, silnej armii, sprawnych instytucji, zdrowej gospodarki i elit politycznych zdolnych przedkładać interes państwa nad własne korzyści i oczekiwania obcych stolic. Wówczas tego wszystkiego zabrakło.
Wyciągnijmy wnioski z tej smutnej rocznicy. Liczne podobieństwa naszej dzisiejszej rzeczywistości do czasu przed rozbiorami niech będą dla nas przestrogą.