Myślenie niektórych ludzi po prostu mnie rozpierdala. Naprawdę nie potraficie połączyć kilku prostych faktów?
Przypomnijmy sobie chronologię wydarzeń.
2–7 listopada – Tusk mówi o zagrożeniu sabotażem.
W tym samym czasie prewencja zostaje skierowana do pilnowania TK, a AT na granicę.
GROM twierdzi, że ćwiczenia odbywają się przy granicy.
6 listopada – Tusk w Sejmie rzuca złowieszcze: „Zobaczycie za kilka dni albo kilkadziesiąt godzin”. XD
7 listopada – na krakowskim Rynku dochodzi do ataku. Napastnik strzela do przypadkowych ludzi. Sprawca zostaje ostatecznie zatrzymany w okolicach skrzyżowania Dietla i Stradomskiej. Samochody Straży Miejskiej dowożą policjantów na Rynek.
I teraz najciekawsze. Na końcu wychodzi Kierwiński i ogłasza, że policja zareagowała natychmiast, a jej funkcjonariusze wykazali się heroiczną postawą.
Do tego pojawiają się sugestie dotyczące prawicowych sympatii sprawcy.
I tutaj mam pytanie: skąd Kierwiński nagle tyle wie? XD
Zanim śledztwo wyjaśni wszystkie okoliczności, motywy i tło ataku, już pojawiają się gotowe narracje. Skąd ta pewność? Kto to ustalił i na jakiej podstawie?
Przez lata żyliście w bańce mydlanej, opowiadając wszystkim dookoła, jak to w Polsce jest bezpiecznie, jak nie ma zamachów i jak bardzo jesteśmy odporni na takie zagrożenia.
Dzisiaj jeden człowiek pokazał, że rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej.
I nie piszcie mi, że policja zareagowała, bo ostatecznie sprawca został zatrzymany. To, że doszło do zatrzymania w okolicach Dietla i Stradomskiej, nie oznacza, że od samego początku sytuacja na Rynku była pod kontrolą. Mogło dojść do znacznie większej tragedii.
A teraz czekam na jutro.
Wyjdzie Tusk i powie, że w ramach dbania o nasze bezpieczeństwo przypadkowo wojsko niemieckie pomoże w patrolowaniu ulic podczas obchodów 11 listopada 2026.
A przy okazji może jeszcze usłyszymy, że warto ograniczyć dostęp do X w Polsce, bo przecież tam informacje między zwykłymi użytkownikami rozchodzą się szybciej niż komunikaty w siedzibach służb.
Ludzie sami publikują nagrania, wymieniają się informacjami, konfrontują oficjalne komunikaty z rzeczywistością i zadają niewygodne pytania.
A to najwyraźniej nie pasuje do narracji, w której obywatel ma czekać, aż ktoś z góry wyjaśni mu, co właśnie zobaczył.
Oczywiście to ironiczny scenariusz. Ale w obecnej atmosferze coraz więcej osób zaczyna zadawać pytania o granice bezpieczeństwa, kontroli informacji i prawa obywateli do niezależnego informowania się. XD
Zamiast zaklinać rzeczywistość, zacznijcie zadawać pytania.
Czy służby były odpowiednio przygotowane? Czy zabezpieczenie było wystarczające? Czy ktoś właściwie ocenił zagrożenie?
Bo bezpieczeństwo obywateli to nie propaganda, konferencje prasowe i opowiadanie, że wszystko jest pod kontrolą.
BEZPIECZEŃSTWO WERYFIKUJE RZECZYWISTOŚĆ, A NIE RZĄDOWE OPOWIEŚCI.