Polska płaciła za jej treningi i starała się o obywatelstwo. Odeszła bez słowa❗
Hanna Zajcewa ma 19 lat. Przyjechała z rodzicami z okolic Doniecka, uciekając przed wojną. Zamieszkała w Polsce.
Uchodziła za jedną z największych nadziei polskiego judo na medal olimpijski. W barwach Polski zdobyła wicemistrzostwo świata juniorek i kilka medali Pucharu Europy.
W październiku pojawiła się na mistrzostwach świata jako reprezentantka Azerbejdżanu.
Polski Związek Judo dostał pierwszą informację o transferze 29 września. Kilka godzin później Międzynarodowa Federacja Judo potwierdziła zmianę.
Zawodniczka nie uprzedziła działaczy. Nie podjęła z nimi rozmów.
A jeszcze na początku kwietnia publicznie mówiła co innego. Że ma nadzieję wkrótce oficjalnie reprezentować Polskę. Że obywatelstwo to klucz do jej olimpijskiego marzenia. Że w Polsce znalazła spokój i że całe życie oraz karierę chce związać z naszym krajem.
Pół roku później napisała w mediach społecznościowych: nowe miasto, nowy rozdział, te same cele.
Przez lata korzystała ze wsparcia szkoleniowego, finansowego i medycznego zapewnianego przez związek, Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz państwo polskie.
Związek zabiegał o przyznanie jej polskiego obywatelstwa. W tej sprawie skierował pismo do kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego. Przygotowywał też dokumenty potrzebne do startu na igrzyskach w 2028 roku.
Występowano o paszport dla osoby, która już planowała start dla kogoś innego. Przecież to absurd. Dlaczego w ogóle ktokolwiek zakładał, że powinniśmy wspierać cudzych sportowców? Prawda jest taka, że Polska inwestowała w imigranta zamiast wspierać młodych polskich sportowców. I to powinno nam dać do myślenia.