Daniel Obajtek najwyraźniej nie pracował w Orlenie. On tam prowadził program lojalnościowy dla prezesa.
W 2023 roku z samego Orlenu wpadło mu około 2,8 mln zł, a dodatkowo ponad 732 tys. zł za zasiadanie w radzie nadzorczej Orlen Synthos Green Energy. A kiedy przestał być prezesem? Spokojnie. Na pożegnanie Orlen dorzucił mu kolejne 1,7 mln zł. W tym prawie 350 tys. zł odprawy, 699 tys. zł za zakaz konkurencji i kolejne 350 tys. zł za „pozostawanie w dyspozycji spółki”. Czyli człowiek nawet nie pracował, ale pozostawał do dyspozycji. Brzmi jak idealna posada.
I tak przez lata, z pieniędzy zarabianych w państwowych spółkach, można było budować własne małe imperium: wille, pałace, mieszkania, domki i hektary ziemi. Bo przecież zwykły Kowalski po pracy też może sobie kupić kilka nieruchomości i kawał Polski. Wystarczy tylko dostać odpowiednią pensję w Orlenie.
Najzabawniejsze jest jednak to, że ci sami ludzie, którzy tak chętnie mówią o „zaciskaniu pasa”, „ciężkiej pracy” i „dbaniu o Polskę”, jakoś wyjątkowo dobrze dbali o własne portfele.
Obajtek twierdził, że Orlen za jego czasów był świetnie zarządzany. Patrząc na jego zarobki, można powiedzieć jedno: na pewno świetnie zarządzał własnym interesem.
A Bizacjum? Cóż… cesarz odszedł z Orlenu, ale pałace zostały...
- Racjonalna Polska