Jedna z najciekawszych debat w tym roku:
@marcingielzak i
@wsamraz. Red. Giełzak trafnie dotyka problemu jurystokracji i jurydyzacji polityki - zawłaszczania przez władzę sądowniczą kompetencji zastrzeżonych dla suwerena i parlamentu (szczególnie do rozstrzygania sporów typowo politycznych i światopoglądowych, najczęściej zgodnie z podejściem lewicowo-liberalnych elit), ale idzie zdecydowanie za daleko twierdząc, że swobody decyzyjnej woli suwerena nic nie powinno ograniczać (powinno - są to zasady konstytucyjne, dość trudne do zmiany, oraz fundamentalne prawa naturalne, z przyrodzoną godnością człowieka, wolnością osobistą i własnością prywatną na czele).
Poniżej istotniejsze fragmenty debaty.
Marcin Giełzak: Uważam, że liberalizm ma błędną antropologię. Wierzy w jednostkę jako taką, która moim zdaniem nie istnieje. Widziałem Polaków, Niemców, Japończyków, Tajów, Brazylijczyków, widziałem mężczyzn, kobiety, no nie widziałem jednostki. (...) Z błędnej definicji antropologii, człowieka, moim zdaniem musi wynikać błędna definicja społeczeństwa. (...) Społeczeństwo nie tworzy kontraktu. Naród nie jest spółką akcyjną. Jest więzią organiczną. Jest więzią duchową. Jeśli jest błędna definicja społeczeństwa, to musi być błędna definicja państwa. Państwo nie jest stróżem nocnym pilnującym kontraktów. Państwo jest wyrazem woli powszechnej. Państwo jest wyrazem naszych wspólnotowych dążeń, które płyną z głębi tego tysiąclecia, że tak powiem. I moją obawą w wypadku pewnego postrzegania środowisk liberalnych byłoby to, że liberalizm staje się narzędziem albo językiem krytyki demokracji. To znaczy boimy się ludu, który będzie naprawdę samorządny, i zastanawiamy się, jak udaremnić jego plany. Wolałbym, żeby definicja demokracji liberalnej nie brzmiała tak, że demokracja istnieje tylko wtedy, gdy rządzą liberałowie. No i nadal niepokoi mnie na przykład sądownictwo konstytucyjne, rozumiane jako trzecia izba parlamentu, i to jeszcze ta najważniejsza. Generał de Gaulle powiedział kiedyś bardzo dobrze, że we Francji Francuzi są sądem najwyższym. Ostatecznie suweren decyduje, czego chce. (...)
Marcin Matczak: Koniec XVIII wieku pokazał, jak ten sąd działał [trafne nawiązanie do terroru rewolucji francuskiej - efektu poglądów J.J. Rousseau]. (...)
Marcin Giełzak: Bo w sytuacji, w której czyjaś wola istnieje ponad wolą suwerena, to on jest suwerenem. Jeśli ludzie głosują za czymś, jeśli ludzie chcą oczekiwanych rezultatów, a potem słyszą, że nie mogą tych rezultatów uzyskać, choć jednoznacznie wyrazili poparcie, bo jest ktoś inny, czyja wola stoi ponad nimi, to mamy to, co mamy. (...)
Marcin Matczak: Ja wolałbym świat bez gilotyny. Wolałbym sądownictwo, które nie gilotynuje. Chciałem tylko zapytać: nie widzi pan, nigdy pan nie widział jednostki, ale czy widział pan naród? (...) To znaczy idea, że nie ma jednostki, ale jest naród, moim zdaniem naprawdę bardzo zbliża lewicę do prawicy. To znaczy ten sposób myślenia sprawia, że nie ma miejsca na widzenie człowieka jako jednostki, która przecież ma wolną wolę i jakąś świadomość podejmowania decyzji. Oczywiste jest, że jesteśmy zdeterminowani i ewolucyjnie, i kulturowo, i na mnóstwo sposobów. Nie jest jednak prawdą, że idee liberalne zakładają, iż nasza ojczyzna jest strefą wolnocłową. (...) Jeśli ludzie w Polsce chcą dać Braunowi większość konstytucyjną, co ich powstrzymuje? Jaki liberalny wynalazek im w tym przeszkadza? W ogóle tego nie rozumiem.
I jeszcze jedna uwaga dotycząca tego Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał Konstytucyjny musi być w pewnym sensie trzecią izbą parlamentu i jest oczywiście antydemokratyczny. Dlaczego tak jest? Bo idea demokracji ma wadę. Konstytucjonaliści o tym pisali. Jest wybitna książka "Demokracja i nieufność". Mówię o niej w przenośni, mówiąc, że ta wada polega na tym, że w kraju albo w demokracji kanibali 51 procent może zagłosować za zjedzeniem pozostałych 49. I nic nie da się z tym zrobić. Dlatego musi istnieć antydemokratyczny bezpiecznik, który sprawia, że jeśli większość chce zaatakować mniejszość, nie będzie mogła tego zrobić. A John Hart Ely w swojej bardzo rzeczowej książce dotyczącej sądownictwa konstytucyjnego w końcu uderza w wielki dzwon i mówi tak: „Sądy konstytucyjne istnieją po to, żeby Auschwitz nigdy się nie powtórzył”. Bo Auschwitz był przykładem, w którym większość izolowała, zamykała, zabijała i paliła mniejszość. I ta pokusa nadal istnieje, bo wszyscy czujemy, że jesteśmy najmądrzejsi na świecie i że inni ludzie powinni myśleć tak samo jak my. A jeśli nie ma blokady dla większości, która chce zaatakować mniejszość, to znaczy nie ma prawa, nie ma praworządności, nie ma reguł, to nie da się tego zablokować. Jeśli założymy, że suweren może robić, co chce, to jeśli suweren zdecyduje, że ktoś musi zostać poświęcony, będziemy musieli powiedzieć: tak, suweren może to zrobić. Już wiemy, że tak nie może być, bo nauczył nas tego XX wiek, i że to, iż jest trzecią izbą, nie jest błędem, to jest cecha. Tak ma być. Ma to być niedemokratycznie wyłoniona grupa ludzi z władzą nadaną przez parlament. Poza tym właśnie po to parlament powołuje sędziów Trybunału Konstytucyjnego, żeby blokować działania większości. I to, niestety, jest problem, przed którym stoimy. Czy nie będzie tak, że po jakichś przyszłych wyborach nasza polaryzacja i nasz antyliberalizm dojdą do takiego stopnia, że pojawi się nowy Kornel Morawiecki, dużo groźniejszy, i powie: „Rozumiem, że jest prawo, ale ponad prawem jest dobro narodu, i ja je definiuję, i niestety to dobro narodu was nie obejmuje, i co wtedy zrobimy?” (...)
Marcin Giełzak: Wspomniał pan o Auschwitz i o tym, że musimy trzymać się reguł, żeby to się nie powtórzyło. (...) mam nadzieję, że nie usłyszę, jak pan znowu mówi, że demokracja równa się Hitler. Demokracja nie była istotą problemu w Niemczech. Przypomnę, że ani bolszewicy w Rosji, ani Hitler nigdy nie wygrali wyborów w taki sposób, żeby mogli rządzić samodzielnie. Bolszewicy zdobyli władzę w wyniku zamachu, obalając rodzącą się demokrację w Rosji. Co zrobił Hitler? Poparcie Hitlera w ostatnich wyborach, w których brał udział, spadło, nie wzrosło, i miał z tym problem, i miał jeszcze większy problem. (...)